Jest taka książka, która na rodzimym rynku wydawniczym powinna zrobić furorę – a potem podbijać świat, bo w pełni na to zasługuje. Co ciekawe, to nie jest długa pozycja, do przeczytania w kilkanaście minut, nawet jeśli ktoś zatrzyma się na dłużej przy ilustracjach Pawła Pawlaka – bo to oficjalnie książka dla najmłodszych i w dodatku przygotowana w starym stylu, z wielkoformatowymi obrazkami i nieograniczanym (jak w pitcure bookach) tekstem. Jest taka książka, która zachwyci maluchy i dorosłych, a z pewnością przyda się w trudnych rozmowach, kiedy trzeba poinformować kilkulatka, że ktoś im bliski umarł. Wcale nie przyniesie smutku i łez, pomoże za to pogodzić się z sytuacją. „Pan Stanisław odlatuje” (wydawnictwo Nasza Księgarnia) autorstwa Justyny Bednarek to krótka i humorystyczna opowieść o odchodzeniu. Stary mężczyzna decyduje się na przygodę, upewnia się, że wnuczek zaopiekuje się jego psem, w sklepie z helem kupuje gaz do swojego materaca i wyrusza na nim pod niebo. Frunie coraz wyżej i wyżej, a z góry widzi, jak dobrze urządzony jest świat: dostrzega relacje i wzajemne wpływy, które nie były dla niego jasne, kiedy jeszcze siedział samotny w brzydkim pokoju. W końcu dociera do krainy, w której jest naprawdę szczęśliwy, a widzi rzeczy tak piękne, że nie da się ich opisać (można narysować, co pozostawia pole do popisu najmłodszym). Postanawia tu zostać: może czuwać nad bliskimi, nie czuje się już samotny, za to ma do dyspozycji – między innymi – złote śmigło, żeby swobodnie się przemieszczać. Dzieci dostrzegą w tym doświadczeniu piękną przygodę, dorośli mogą się wzruszyć. Ale to historia, którą poznać warto.

Fanów historycznych kryminałów i humoru ucieszyć może za to „Miara człowieka” (wydawnictwo Bukowy Las), tom wydany w pięćsetlecie śmierci Leonarda da Vinci: to lekko stylizowana opowieść, w której renesansowy geniusz i artysta – jeszcze nieokrzyknięty mistrzem, chociaż już zdradzający wyjątkową bystrość umysłu – zamienia się w detektywa. Na dworze Sforzy znaleziony zostaje martwy mężczyzna i przydałoby się rozwiązać zagadkę jego śmierci, zanim w świat pójdzie zabobonna wieść o fałszywym rozwoju akcji. Przyda się tu umiejętność obserwacji, przenikliwość, którą prezentuje Leonardo: a że władcy odmówić nie można, bohater będzie miał sporo okazji do zajmowania się śledztwem – i łączenia wniosków z talentami, które przydają się w sztuce. Marco Malvadi bawi się tutaj stylem, nie zawsze dba o prawdopodobieństwo, ale potrafi zbudować wartką i zajmującą opowieść.

Inny rodzaj śledztwa literackiego proponuje odbiorcom Michał P. Garapich. „Dzieci Kazimierza” (wydawnictwo Czarne) to jego osobista relacja z poszukiwań genealogicznych. Autor stara się odtworzyć losy rodu, dociera do krewnych rozsianych po całym świecie, szuka odpowiedzi na pytania, które przedstawi w książce – pozwalając czytelnikom podążać za sobą. Łączy w tej relacji reportażowość i literackość, trochę nawet przesadnie tę drugą eksponując: w końcu dla odbiorców najważniejszym przesłaniem z lektury będzie przygoda możliwa do powtórzenia we własnym życiu. Wydawać by się mogło, że „Dzieci Kazimierza” to lekturowa podróż wyłącznie dla potomków Kazimierza – a jednak autor dokonuje odkryć raz zabawnych, raz fascynujących – tak, żeby zwykłych czytelników zaintrygować i zmusić wręcz do ocalania fragmentów przeszłości.

A w przyszłości – spojrzeć można na Jagnę Rolską, niekoniecznie przez oprogramowanie SeeIt, odzierające rzeczywistość z pozorów. Za sto lat ludzie będą zmuszeni do ucieczki z Ziemi, nie dla wszystkich starczy miejsca na Arkach. Nie dość, że zapanuje bezduszna regulacja urodzeń, to jeszcze ludzie – w niewolniczej pracy – zapomną o budowaniu struktur społecznych i więzi rodzinnych. Apokalipsa w białych rękawiczkach to wszystko, co wszechświat ma do zaoferowania. Na szczęście są jeszcze postacie, którym nie brak wiary w społeczeństwo – albo we własne ideały. Chociaż Jagna Rolska w „SeeIt” (wydawnictwo Dolnośląskie) sięga po motywy często powtarzane w literaturze s-f, potrafi wygrać walkę o czytelników precyzyjną i szczegółową narracją – a także, co akurat w tym gatunku dość niezwykłe, obrazem kilkuletniej dziewczynki-geniusza: Allie sprawia, że chce się tę historię śledzić.

 

Izabela Mikrut