Jest taka książka, która powstała na pięć lat przed pandemią koronawirusa, a jednak czytana będzie obecnie z zainteresowaniem ze względu na tło. W wersji, którą zaproponowała Wytske Versteeg, zaraza przychodzi z Afryki, zabija większość ludzi żyjących na Ziemi i wymusza dystans społeczny, przestrzeganie higieny i chodzenie w specjalnych kostiumach. Część ludzi wybiera teorie spiskowe (bo nie rozumie, co naprawdę się dzieje), inni przeżywają śmierć bliskich. Tymczasem bohater tej książki, były chirurg plastyczny, ma własne powody do zmartwienia. Wprawdzie też stracił kogoś ze swojej rodziny, ale teraz zajmuje się inną kwestią. Został odrzucony przez środowisko i boryka się nie tylko ze skutkami pandemii, ale też z konsekwencjami własnego pożądania. Na jednym przyjęciu spotkał o połowę młodszą od siebie kobietę i prosto z mostu zapytał, co zrobić, żeby się z nim przespała. Maria najpierw zareagowała oburzeniem, później zaczęła rozwijać znajomość, drażniąc mężczyznę i prowokując na przemian. Ponieważ zachowanie chirurga nie licowało z powagą zawodu – mężczyzna musiał zrezygnować z pracy. Uzależnia się od Marii, przewartościowuje swoje życie i tylko czasami zastanawia się nad przeszłością. Dla czytelników jednak ważniejsze tym razem będą nie wydarzenia z głównego nurtu fabuły, a to, jak Versteeg wymyśla dystopię na miarę czasów i z czym trafia. “Kwarantanna” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego) to książka celna i zyskująca dodatkową płaszczyznę reklamy.

Wszyscy czytelnicy, których interesują życiowe perypetie Bolesława Leśmiana, mają teraz szansę przeczytać o egzystencji poety w tomie “Bywalec zieleni” (Iskry) Piotra Łopuszańskiego. Nie liczą się tu wiersze – przynajmniej dopóki są oderwane od prawdziwego życia i nie wiążą się z realnymi postaciami. Autor zajmuje się pochodzeniem Leśmiana, członkami jego rodziny i kolejnymi miłościami. Czasem tłumaczy, skąd poeta brał inspiracje do kolejnych tekstów, innym razem przedstawia kontakt ze środowiskiem literackim (między innymi postawy skamandrytów). Pisze rzeczowo i bardzo obszernie – książka została przygotowana tak, by zwrócić uwagę fanów na zapomnianego dziś nieco poetę i żeby na powrót przekonać do jego twórczości. Łopuszański niewiele cytuje, rzadko też odwołuje się do zewnętrznych komentarzy, zależy mu za to na dokładnym przeanalizowaniu życiowych wyborów autora.

Jenny Offill w tomie “Wydz. Domysłów” (Czarne) stawia na wyeksploatowaną do granic możliwości oś fabularną. Ona, on (znaleziony po wielu trudach), w końcu na świat przychodzi ich córka, a później pojawia się kochanka męża – młodsza, bardziej atrakcyjna, a do tego urocza. Jej trudno pogodzić się z nadchodzącymi zmianami, walczy, jednak wie, że jest na przegranej pozycji. Autorka nie proponuje czytelnikom oryginalnych rozwiązań w obrębie akcji. Za to siłą jej powieści staje się sposób prowadzenia narracji. To zestaw krótkich i celnych komentarzy, jednoakapitowych scenek dobrze puentowanych – w każdej z nich pojawia się coś, co odbiorcy będą mogli wykorzystać we własnych domysłach – uzupełnieniach historii i interpretacjach. Książka sprawia wrażenie poetyckiej, jest tu dbałość o frazy i wyczulenie na spostrzegawczość. Forma wynagradza banalność fabuły – i sprawia, że tom może się podobać. To doskonały sposób na pokazanie stereotypowego związku inaczej, z dala od schematów.

Spotkania autorskie, targi książki, wizyty w bibliotekach… wiele dzieci zastanawia się nad tym, jak powstają książki (zwłaszcza jeśli owe dzieci pochodzą z domów, w których się czyta). Nikola Kucharska oraz redaktorki tomu “Jak to działa. Książki” (Nasza Księgarnia) zajmują się przedstawieniem tego tematu. Oraz mnóstwa innych związanych z drukiem, zecerstwem, słynnymi bibliotekami, etapami procesu wydawniczego, znakami korektorskimi, dawnymi formami zapisywania informacji… Wiadomości pojawia się tu mnóstwo, w wielkoformatowym tomie zmieściło się sporo wyjaśnień – podanych w przystępny sposób, dzięki małej Klarze, bibliofilce, która o wszystko wypytuje dziadka. Ta książka przyniesie sporo wiadomości nawet rodzicom, wszyscy będą przeglądać ją z zainteresowaniem. Co ważne: nie ma tu infantylizmu, autorki rezygnują z powtarzania tego, co każdy kilkulatek wie. Liczą się wyłącznie rzetelne dane, ciekawostki na poziomie. Dowcipne rysunki Nikoli Kucharskiej sprawiają, że chce się wyszukiwać detale na kolejnych stronach i rozkładówkach. To świetna metoda na zaintrygowanie najmłodszych książkami i przekonanie ich, że warto czytać dla przyjemności.

 

Izabela Mikrut