Jest taka książka, która pozwala czytelnikom przenieść się na Antarktykę i sprawdzić, jak wyglądały kulisy tworzenia słynnego filmu przyrodniczego o pingwinach cesarskich. Lindsay McCrae w tomie “Rok wśród pingwinów” (Prószyński i S-ka) opowiada o życiowej szansie i o wyrzeczeniach z nią związanych. Odbiorcom pokazuje nie tylko komplikacje podczas przygotowań, ale i samą codzienność na Antarktyce. Autor w oczekiwaniu na nadejście pingwinów filmuje otoczenie, uczy się reguł panujących w surowym otoczeniu. Dzieli się z czytelnikami swoimi obawami, ale też radościami, pozwala śledzić cały proces tworzenia: obmyślania ujęć i umożliwia kibicowanie sobie – kiedy wybiera parę pingwinów i liczy na to, że uda mu się sfilmować najważniejsze momenty z ich godów, wysiadywania jajek i wykluwania się piskląt. Jest w tym troska o przyrodę (i przesłanie ekologiczne, kiedy jest McCrae świadkiem topienia się wielkich partii lodowca), jest świadomość, że nie da się stąd łatwo uciec. Kto widział film, ten doskonale będzie wiedział, o jakich chwilach autor opowiada – kto nie widział, nabierze ochoty, żeby znaleźć i zapoznać się z tym wyjątkowym dokumentem. Jest ta książka wartościowym i cennym wspomnieniem – spodoba się czytelnikom. Zwłaszcza że McCrae wie, jak budować napięcie. Dzieli się silnymi uczuciami, a pisze bardzo obrazowo – to tom, od którego trudno się oderwać.

Jarosław Górski w “Parweniuszu z rodowodem” (Iskry) analizuje życiorys Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Komentuje biografię, ale i literackie wybory tego pisarza. Przywraca mu miejsce w świadomości czytelników: wie, że dawniej Dołęga-Mostowicz był krytykowany za pisanie dla niższych warstw społecznych i oskarżany między innymi o to, że zamiast samodzielnie pisać, prosił o inspirację przypadkowo poderwane kobiety. Teraz Górski może rozwiewać te wątpliwości i obalać mity, pokazuje to, co w życiu pisarza nietypowe. Udaje mu się wynotować całkiem sporo smakowitych detali z egzystencji Dołęgi-Mostowicza, do tego stopnia przyciąga życiem prywatnym pisarza, że omówienia kolejnych jego książek stanowią tylko dodatek do barwnej relacji. Górski wyczuwa potencjał historii: nieprzypadkowo rozpoczyna swoją książkę od sceny porwania i pobicia Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Czytelnikom dostarcza wiadomości nieoficjalnych, zamiast kierować się kalendarium wydarzeń i chęcią porządkowania dokonań – woli stawiać na analizowanie charakteru oraz sprawdzać, jakie były konsekwencje konkretnych postaw. Przywołuje wizję zakochanych w pisarzu fanek piszących do niego listy, próbuje na tej podstawie stworzyć portret.

Jeśli ktoś chciałby w pandemii spróbować czegoś nowego, może zainspirować się książką Doroty Borodaj “Ręcznie robione” (Buchmann). Autorka rozmawia z ludźmi, którzy odnaleźli swoje pasje i postawili na własną działalność jako metodę zarabiania. To twórcy wykorzystujący różne materiały: papier, glinę, słomę, nici – i oferujący niepowtarzalne produkty. Każdy opowiada o swojej pracy, przedstawia wyzwania, z jakimi musiał się mierzyć albo pokazuje swoją drogę do satysfakcjonującego zajęcia. Jednak to nie wszystko: koniec każdej części tematycznej to zestaw “przepisów”: bohaterowie reportaży Doroty Borodaj proponują czytelnikom samodzielne wykonanie jakiegoś przedmiotu. Podają listę niezbędnych przedmiotów (lub zastępników fachowych narzędzi), a następnie – krok po kroku wyjaśniają, jak wykonać prosty kilim, zeszyt i wiele innych drobiazgów upiększających dom lub użytkowych. Bardzo się przydaje taki tom – dzięki niemu można zastanowić się nad wyborem nowego zajęcia.

Dzieciom i ich rodzicom spodoba się prosty picture book o przyjaźni i przywiązaniu. “Duży Wilk i Mały Wilk” (Dwie Siostry) to propozycja Nadine Brun-Cosme (z ilustracjami, które wykonał Olivier Tallec). Wilk-samotnik dostrzega pewnego dnia na horyzoncie drugiego wilka – chociaż trochę się boi, że tamten okaże się silniejszy i groźny, robi mu trochę miejsca pod swoim drzewem, dzieli się jedzeniem i kołdrą z liści. A gdy Mały Wilk bez słowa znika… Duży Wilk przekonuje się, czym jest tęsknota. To wielkie uczucia w prostej historii – zrozumiałej dla każdego dziecka. Jest ta książeczka propozycją wartościową – pozwala na poznanie emocji bez odwoływania się do abstrakcyjnych dla najmłodszych pojęć. Nie ma tu przesadnie rozbudowanej fabuły, a jednak udało się autorce zaintrygować i nawet wzruszyć czytelników.

 

Izabela Mikrut