Jest taka książka, która pozwala z czystym sumieniem wybrać się na spacer na łąkę. W celach badawczych. Joseph H. Reichholf od młodości interesuje się motylami – jeszcze zanim rozpoczął oficjalną karierę naukową, obserwował rozmaite gatunki, prowadził amatorskie notatki dotyczące częstotliwości ich pojawiania się w najbliższym otoczeniu – czy liczebności. Teraz, po wielu latach już jako uczony kontynuuje pielęgnowanie tej pasji – z całym warsztatem badacza. Nie chce siedzieć za biurkiem, więc obserwowanie motyli jest dla niego wymarzonym zajęciem. Tom „Motyle. Opowieści o wymierających gatunkach” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego) to relacja złożona z kilku – zróżnicowanych – zagadnień. Osobno zajmuje się autor zachowaniami motyli i ich zwyczajami, osobno – zadaniami badacza (dzieli się z odbiorcami co ciekawszymi fragmentami swoich „doświadczeń”, tak, że ci podzielą radość, kiedy motyl wejdzie Reichholfowi na palec). Sporo miejsca poświęca też ekologii i traktowaniu przyrody – opowiada, co i w jaki sposób prowadzi do wymierania gatunków motyli. Proponuje książkę popularyzatorską i atrakcyjną dla szerokiego grona czytelników.

Opowieści szpitalnych na rynku jest mnóstwo, choć minął już na nie boom. Znaleźć można jednak wyznania z różnymi finałami, a także – różnymi schorzeniami. Te historie przebiegają podobnie: u kogoś pojawiają się dziwne objawy, lekarze rozkładają ręce i posyłają (albo nie) na kolejne badania. Ktoś inny od początku wie, co mu jest i tylko walczy o zdrowie lub życie. Izabela Morska (dawniej znana jako Izabela Filipiak, zmiana nazwiska wytłumaczona została w książce) proponuje czytelnikom obszerny tom „Znikanie” (Znak): relację z własnej nierównej walki z boreliozą nierozpoznawaną długo przez medyków. Opisuje przerażające objawy, kolejne badania, na które zapisuje się sama, prywatnie, wyprzedając pamiątki po matce. Prezentuje nonszalancję lekarzy przekonanych, że choroba to wytwór jej umysłu. Krok po kroku przedstawia sytuację osamotnienia i biedy, walki o godność i o zdrowie – aż do znalezienia (samodzielnego) rozwiązania w internecie. Oczywiście Izabela Morska nie czerpie wiedzy z for internetowych, sięga po lektury (także anglojęzyczne) i próbuje samodzielnie postawić sobie diagnozę. Proces postępowania choroby opisuje szczegółowo, jednak proces zdrowienia zastępuje przez rozmaite refleksje społeczne i filozoficzne: pokazuje między innymi temat traktowania homoseksualistów w Polsce z 2012 roku. Nie jest to obrazek krzepiący, za to zamienia „Znikanie” w książkę wielowymiarową i wartą uwagi.

Sporo rozrywki przynosi Alek Rogoziński powieścią – komedią kryminalną – „Teściowe muszą zniknąć” (W.A.B.). To klasyczny scenariusz o skarbie ukrytym w podziemiach podczas drugiej wojny światowej, informacjach, które wpadają w niepowołane oraz powołane ręce i wyścigu po tajemnicze kosztowności. Ważną rolę odgrywają w tej historii dwie starsze panie – muszą stanąć w obronie syna i zięcia tymczasowo aresztowanego i oskarżonego o morderstwo, którego nie popełnił. Wyprawa jest dla nich okazją do dogadania się i zaprzyjaźnienia, chociaż wcześniej prezentowały dwie skrajne szkoły zachowania. Maja to teściowa przeżywająca drugą młodość: czerpie radość z seksu, biega na rozmaite protesty, korzysta z życia pełnymi garściami. Kazimiera to stateczna matrona, bardzo religijna i konserwatywna. Rogoziński bardziej niż fabułą bawi się tu portretami, ale można mu to wybaczyć.

Dla młodzieży bardzo krótka i bardzo intensywna powieść Grzegorza Gortata „Morze. Odpływ” (Media Rodzina). Patryk podczas pewnych wakacji widzi, jak jego ojciec rzekomo tchórzy: nie rzuca się na straceńczy ratunek tonącemu dziecku i jego rodzicowi. Atmosfera w rodzinie mocno się psuje i niemal natychmiast wywołuje wypadek na drodze. Po roku od tamtych wydarzeń chłopak nie umie uporać się ze sobą i planuje coś, co go zniszczy i upamiętni jednocześnie. Wiele tu mocnych wrażeń, proza ciekawa i bezkompromisowa.

Izabela Mikrut