Jest taka książka, obok której nie przejdą obojętnie fani Małgorzaty Musierowicz oraz zabaw literackich. O tym, jaki wpływ na rozwój fabuły Jeżycjady miał Czesław Miłosz, jak Stanisław Barańczak przygotowywał szarady dla mamy, jak Emilia Kiereś pomagała w zachowaniu w tajemnicy organizowania świątecznych prezentów pisze autorka w tomie „Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę” (Egmont). Jest rodzinnie, familiarnie i wesoło, pojawia się sporo anegdot i prywatnych wyznań – ale też dopowiedzeń do cyklu. Cała książka utrzymana jest w konwencji alfabetu, więc trudno spodziewać się po niej pełnego omówienia braków i wpadek z popularnego cyklu młodzieżowych powieści – jednak Małgorzata Musierowicz czasami może zaspokoić ciekawość czytelników, wprowadzić odpowiedzi na pytania najczęściej zadawane podczas spotkań autorskich – albo narysować dalszoplanowych bohaterów, tych, którzy wpadli do serii na jeden akapit, a funkcjonują bardzo silnie w wyobraźni. Forma bardzo tej książce pomaga – to silva rerum, można tu znaleźć i garść cytatów niewykorzystanych w historiach, i – akapity z Jeżycjady, tak, by odbiorcy nabrali ochoty na prześledzenie całości (w wielu wypadkach – po raz kolejny). Wielka i albumowa propozycja uzupełniana zdjęciami połączy pokolenia za sprawą doboru tematów.

Przepis na zrozumienie Rosji, a wraz z nią – tworzenia się reżimowej władzy – podaje Siergiej Miedwiediew w tomie „Powrót rosyjskiego Lewiatana” (Czarne). W krótkich tekstach o charakterze felietonowym, a zawartości zbliżonej do eseju lub reportażu autor przygląda się kolejnym przejawom ograniczania wolności obywateli. Naświetla działania Rosji w sprawie zawłaszczania terytoriów, budowania symboliki, wpływania na postrzeganie historii i – w ramach ingerowania w egzystencję zwykłych ludzi. Każdy szkic poświęca innej kwestii, stawia na precyzję i wyłapywanie absurdów – a jest w tym naprawdę doskonały. Potrafi rozśmieszyć, chociaż tak naprawdę to przeraża – idealnie wychwytuje wprowadzanie terroru metodą małych kroków i drobnych zmian. A ponieważ unika w tekstach teoretyzowania i przytaczania wiadomości encyklopedycznych, może już samym stylem zachęcić do lektury. Najbardziej jednak zwraca na siebie uwagę tematami.

Fantastyczną opowieść zapewnia Piotr Milewski tomem „Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji” (Świat Książki). Zatrudnia się w przedsiębiorstwie, które gwarantuje stabilność i pracę aż do emerytury, sporo bonusów i sposobów na docenienie pracowników – ale które stopniowo odbiera wolność, zwłaszcza komuś, kto nie jest wychowywany w stylu japońskim. Autor z humorem przedstawia kolejne etapy kariery, obowiązki i zaskoczenia ze strony szefów, charakteryzuje kolegów i siebie samego w przedziwnym miejscu. Zyskuje dzięki temu reportaż niezwykły: dowcipny, ale i gorzki, ciekawy ze względu na różnice kulturowe i rozwiązania niespotykane w Polsce. Udaje mu się uchwycić specyfikę pracy w Japonii – ale też ideały, których nie da się stłamsić regulaminami. Ta książka ma jedną wadę: jest niezbyt długa, a taką opowieść chciałoby się jeszcze czytać.

Dla dzieci, które mają problemy z zaśnięciem, Agnieszka Tyszka przygotowuje „Bajkowe lulanki” (Akapit Press). Zestaw historyjek o wróżkach, elfach i… owadach, które wzajemnie ratują się z opresji i pomagają przezwyciężyć trudne chwile, wykazują się serdecznością, zrozumieniem wobec innych i umiejętnością wspólnego działania. Baśniowe historyjki autorka obmyśla tak, żeby wyciszały najmłodszych i wyzwalały w nich senność. To równocześnie powrót do tradycji czytania dzieciom przed snem.

Izabela Mikrut