Jest taka książka, która przyda się wszystkim szukającym inspiracji i wsparcia w trudnych chwilach, zwłaszcza kiedy trzeba przebić się na rynku z własnym pomysłem lub przetrwać kryzys. Zaroiło się na księgarskich półkach od zwierzeń autorów słynnych marek, wydaje się wręcz, że to kolejny poziom promowania swoich produktów i budowania legend firm. Z perspektywy autorów ważne jest, żeby w jak najlepszym świetle przedstawić swoją markę, ale poza tym też – żeby dostarczyć czytelnikom lektury wolnej od nudy. Wiadomo, że autoprezentacja umożliwi zdyskredytowanie problemów, obalenie mitów istniejących wśród konsumentów i podtrzymanie własnej legendy – jeśli do tego autor umie się dobrze sprzedać, to jest poprowadzić narrację tak, by zaintrygować – wygrywa. Może z powrotem przyciągnąć odbiorców, a nawet trafić do kompletnie nowej grupy. Wie o tym doskonale Phil Knight, który w tomie „Sztuka zwycięstwa” (Rebis) smakowicie rozwija opowieść o tym, jak z człowieka, który nie wiedział, co chciałby w życiu robić, stał się właścicielem handlowego kolosa. Opowiada o swojej pierwszej firmie, która stała się podstawą do stworzenia Nike, o kolejnych przeszkodach na drodze do osiągnięcia sukcesu, o dziwnych ludziach, których firma przyciągała od początku i o pułapkach związanych z prowadzeniem biznesu. O podróżach, poszukiwaniu fabryk, które będą produkować dla niego buty, o kontraktach ze sportowcami. Nakreśla drobiazgi z życia prywatnego, ale podkreśla przede wszystkim osobowości wspólników – i to nie bez humoru. Jeśli kogoś nie odstraszają autobiografie zorientowane na budowanie lub podtrzymywanie wizerunku – z tej pozycji będzie naprawdę dużo wyczytywać.

Jagoda Ratajczak w tomie „Języczni. Co język robi naszej głowie” (Karakter) przygląda się kwestiom związanym z biegłą znajomością więcej niż jednego języka – zastanawia się nad tym, jak przekłada się to na postrzeganie świata i kiedy można mówić o płynności w posługiwaniu się jakimś językiem. Rozwiewa wątpliwości związane z bilingwalnymi, zastanawia się nad rolą tłumacza i nad szansami, jakie stoją przed człowiekiem, który posługuje się obcym językiem jak własnym. Pyta o to, jaki język ujawnia się w chwilach największego wzburzenia. Prowadzi dość ciekawy esej, chociaż nie do końca wie, jaki efekt chciałaby uzyskać: jeśli tylko zwrócenie uwagi na zjawisko, to jej się udaje. Brakuje natomiast wyraźniejszego celu opowieści.

Jaroslav Rudiš z właściwym sobie ironicznym dystansem do rzeczywistości komponuje „Czeski Raj” (Książkowe Klimaty). Do sauny sprowadza mężczyzn o różnych życiowych doświadczeniach, statusie materialnym i postawach wobec świata – a następnie każe im prowadzić filozoficzno-komiczne rozmowy o życiu, kobietach, jedzeniu, przeszłości i przyszłości. Proponuje niemal gotowy scenariusz przedstawienia teatralnego, a do tego zmusza do odnotowywania własnych systemów wartości. Nie ma tu wielkich słów – nie może ich być, kiedy za filozofowanie biorą się niewprawni w temacie zwykli ludzie – a zza ściany dochodzi śmiech kobiet. Gorzka puenta książki jest jeszcze bardziej atrakcyjna niż sam motyw przejścia przez obserwowane zjawiska.

Tymczasem autor i rysownik – Andy i Terry – rozbudowują swój ogromny domek na drzewie o kolejnych trzynaście pięter. „117-piętrowy domek na drzewie” (Nasza Księgarnia) to historia, w której do głosu dochodzi mocniej niż zwykle autotematyzm. Terry chciałby poprowadzić narrację, ale ponieważ nie ma w tym wprawy, pakuje siebie i Andy’ego w poważne tarapaty. Jak zwykle – liczy się tu dynamiczna akcja, brak morałów, absurdalny i dziecięcy humor oraz połączenie rubaszności i fantazji.

Izabela Mikrut