Jest taka książka, która pozwala jeszcze raz powrócić do wydarzeń związanych z pierwszym zimowym – polskim – wyjściem na Everest. Z okazji czterdziestej rocznicy tego sukcesu wciąż przypomina się nie tylko fanom literatury górskiej sylwetki Krzysztofa Wielickiego i Leszka Cichego – ci dwaj młodzi himalaiści poradzili sobie z wyzwaniem i kiedy cały zespół był już bliski wycofania się (a pozwolenie na zdobywanie Everestu dobiegało końca), podjęli ostatni atak szczytowy zakończony pomyślnie. Piotr Trybalski pełni tu rolę ghosta, dodatkowo przygotowuje dla odbiorców drobną opowieść o Evereście jako miejscu rozpalającym wyobraźnię wspinaczy – pokazuje, jak ta góra funkcjonowała w działaniach sportowców tuż po odkryciu – i jak istnieje dzisiaj (Trybalski między innymi rozprawia się z mitem słynnego zdjęcia z kolejką na szczyt). Nie ulega wątpliwości, że skomercjalizowana góra nie jest już celem prawdziwych wspinaczy, zdobycie Everestu przy pomocy wyspecjalizowanych zespołów Szerpów należy do coraz łatwiejszych, co w pewien sposób rozczarowuje. To jednak dodatki do opowieści Leszka Cichego: ten wspinacz wraca do sytuacji, które przeżył, opowiada o fascynacji górami i – krok po kroku – o wyprawie sprzed czterdziestu lat. Jego komentarze uzupełniane są zapisami z nagrań na taśmy magnetofonowe komunikatów z bazy czy informacji od kierownika wyprawy. Dla fanów gatunku to nie lada gratka. „Gdyby to nie był Everest” (Literackie) to książka wypełniona zdjęciami i podtrzymująca zainteresowanie wspinaczką.

Komu mało surowego klimatu, może sprawdzić, co o Finlandii opowiada Małgorzata Sidz w książce „Kocie chrzciny” (Czarne). Ta publikacja budzi sympatię nie tylko ze względu na „prawdziwy” dom Muminków na okładkowym zdjęciu. Autorka w drobnych – i bardzo sprawnie napisanych – reportażach przybliża odbiorcom specyfikę fińskiej codzienności. Opowiada między innymi o pomysłach na imprezowanie, o radzeniu sobie ze specyficznym klimatem i brakiem światła, o Tove Jansson (oczywiście!), o rozrywce, zwyczajach, języku, stosunkach z sąsiadami, o szwedzko-fińskich zależnościach, o rozwiązaniach, którym warto przyjrzeć się bliżej. W odróżnieniu od mód na hygge i sisu, Sidz stawia na rzetelne informowanie odbiorców o zwyczajnej egzystencji Finów. Robi to w sposób, któremu nie można się oprzeć, tom dostarcza sporo rozrywki i przyjemności lekturowej.

Reportaż z odległej przeszłości wybiera za to Natalia Budzyńska, która w tomie „Ja nie mam duszy” (Znak) przygląda się głośnej w swoim czasie sprawie uwięzionej zakonnicy Barbary Ubryk. Choroba psychiczna, która doprowadziła kobietę na skraj zezwierzęcenia, ujawniła również bezradność ludzi z jej najbliższego otoczenia: karmelitanki bose oraz ich przełożeni nie mogli sobie poradzić z wulgarnością i obscenicznością zakonnicy, nikt też nie był w stanie postawić sensownej diagnozy: w efekcie Barbara Ubryk znalazła się w zamkniętej celi, w warunkach urągających człowieczeństwu. Dawny skandal do dziś może budzić przerażenie: raz ze względu na reakcje konserwatywnego otoczenia, dwa – przez pułapki, jakie na człowieka zastawia chory umysł.

Wśród powieści obyczajowych na uwagę zasługuje Natasza Socha i jej „Zamrożona” (Edipresse Książki). To opowieść o tym, dlaczego (i kiedy) kobiety decydują się na zdradę. Bohaterka w tym tomie ma kochającą rodzinę i mogłaby czuć się szczęśliwa, brakuje jej jednak emocjonalnych podniet. Socha odważa się wprost – w obyczajówce, a nie powieści erotycznej – pisać o odkrywaniu kobiecej seksualności i uczy odbiorczynie mądrej akceptacji własnego ciała. Robi to przez zgrabną historię romansu, ale też przez obecność starszych i wyzwolonych doświadczonych sąsiadek. Odpowie na wiele pytań, które czytelniczki chciałyby jej zadać, a do tego funduje rozrywkową przygodę.

Wielka miłość rozgrywa się u „Ćmonów i Smeśków” (Nasza Księgarnia). Historia rodem z „Romea i Julii” napisana językiem zbliżonym do rymowanek z „Alicji w Krainie Czarów” i połączona z wyobraźnią jak u Sendaka i Ulfa Starka razem. Kolorowa i rymowana opowieść o wielkiej miłości młodych przedstawicieli dwóch zwaśnionych rodów zwłaszcza za sprawą wędrówek po kolejnych planetach nie będzie nudzić dzieci.

Izabela Mikrut