Jest taka książka, która przez cały czas opowiada o stracie, chociaż wpisuje się w nurt kobiecych powieści obyczajowych i dodających otuchy. Małgorzata Gutowska-Adamczyk po raz drugi żegna się z Gutowem, tym razem – podobno skutecznie. Prezentuje dalsze losy Moniki Grochowskiej-Adams i jej przyjaciółki Teresy – ale pod kątem ciągłych rozstań. Opowiada o kolejnych małżeństwach obu kobiet, o emigracjach, o decyzjach, które zaważyły na ich dalszym życiu i o codziennych problemach. Teraz Tessa umiera: cierpi na raka i przyjeżdża do Gutowa, żeby pozamykać wszystkie sprawy. Doświadczenia młodszego pokolenia nie mają tu racji bytu, nikogo – przynajmniej z grona czytelniczek – nie będą obchodziły losy córki i wnuczki Tessy, kiedy wokół dzieje się tak wiele dramatów i zwykłych ludzkich problemów. W przeszłości nie jest lepiej, chociaż autorka funduje postaciom romanse jak z bajki: każde spotkanie kończy się ślubem i spełnieniem marzeń, ale szybko – ponieważ Gutowska-Adamczyk stosuje przeskoki czasowe i skróty fabularne – nadchodzi kres szczęśliwości. Ostateczne rozstania są bolesne, co zrozumiałe, ale przecież nie oznacza to, że bohaterki będą później mniej przeżywać kolejne pożegnania. A przecież w teraźniejszości Gutowa mieszkańcy przygotowują się właśnie do pogrzebu Waldemara Hrycia, szanowanego cukiernika. Niestety – to wydarzenie chciałby zdominować miejscowy poseł. Małgorzata Gutowska-Adamczyk jak zawsze pisze zajmująco i chociaż „Cukiernia pod Amorem. Jedna z nas” (Prószyński i Ska) przepełniona jest śmiercią, mimo to może dodawać otuchy i pokrzepiać.

Anna Sobolewska w tomie „Mistyka i mistyfikacje” (Wolno) proponuje zestaw erudycyjnych felietonów dotyczących uczestnictwa w życiu kulturalnym. Wprawdzie teksty z tomu były już publikowane w czasopismach w latach 2008–2017, ale nic a nic się nie zestarzały, można je czytać z przyjemnością równą tej podczas lektury pierwodruków. Sobolewska odwołuje się do rozmaitych przejawów kultury i popkultury, ale od czasu do czasu przywołuje również sprawy dotyczące najbliższych. Opowiada między innymi o córce Celi, której zespół Downa nie przeszkadza w realizacji artystycznych aspiracji. Familiarność nie wyklucza popisów intelektualnych, więc felietony (które naprawdę są krótkimi esejami), dostarczają przyjemności nawet najbardziej wymagającej publiczności literackiej. Trochę autorka szuka podpowiedzi, jak porządkować swoje życie (poleca medytację jako sposób na redukowanie stresu), trochę – ocenia dokonania literackie czy filmowe. Dzięki lakoniczności tekstów przygotowywanych do publikacji prasowej nie sposób się przy tym nudzić.

Kto tęskni za małymi formami, może zajrzeć do tomu „RuRu” (Nisza) Joanny Rudniańskiej. W rozbitej na kolejne opowiadania historii – dotyczącej wspólnych losów Żydów, ale zahaczających też o „standardowe” wspomnienia z dzieciństwa – odżywają scenki zakodowane w pamięci. W „RuRu” nie ma infantylności, chociaż dialogi są budowane tak, by przekazywać treści, a nie imitować klimat naturalnej rozmowy. Joanna Rudniańska wiele razy może czytelników przekonać do słuszności swoich obserwacji, ale z czasem zaczyna się nabierać wątpliwości co do formy – powtarzanie jednego schematu niekoniecznie się sprawdza.

Z kolei Josef Formánek w „Mówić prawdę” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej) pochyla się nad historią XX wieku w kontekście wyborów jednostki. W opartej na prawdziwej biografii powieści przedstawia dzieje Bernarda Meresa, człowieka porzuconego w niemowlęctwie pod drzwiami kościoła. Meres na własnej skórze przekonał się, czym są reżimy, zaciągnął się do SS, wstąpił później do partii komunistycznej – i tak wplątywał się w kolejne dostarczające silnych przeżyć sytuacje. Konfrontacja szczątkowych wiadomości podawanych raz na jakiś czas przez Bernarda z próbą odwzorowania jego życiorysu przez autora-bohatera to ciekawy zabieg literacki. Jednak „Mówić prawdę” do świadomości czytelników przechodzi nie ze względu na konstrukcję, a z uwagi na same przesłania.

Izabela Mikrut