Jest taka książka, która pokazuje odbiorcom skomplikowane losy ludzi, których dzisiaj łatwo ocenia się przez pryzmat stereotypów. Sabina Waszut w “Emigrantach. Listach z czarnych miast” (Książnica) przygląda się burzliwym wydarzeniom lat 20. XX wieku. Ze Śląska dawniej wyjechała stąd rodzina, która teraz powraca, żeby wziąć udział w plebiscycie. Jednak rzeczywistość nie pasuje do obietnic i marzeń. Starsze pokolenie żyje nadziejami i możliwością zmian, młodsze nie chce zmieniać środowiska, musi się jednak podporządkować. Autorka w tej historii próbuje zaprezentować dylematy psychologiczne oraz sposoby wpływania na lokalną ludność. Odsłania mechanizmy perswazji, przygląda się też relacjom, które w wyniku złożonych decyzji nabierają rumieńców. Stara się zaakcentować obyczajowość i skręcić w stronę literatury środka: zależy jej na odwzorowywaniu codzienności przy jednoczesnym zwracaniu uwagi na silne emocje, uczucia czy rozczarowania. Jednak bardzo ważne jest dla niej pisanie dla uświadamiania odbiorców – i to w narracji widać.

Na przekór modzie na ciałopozytywność występują Joanna Derda i Marta Pawłowska, które zastanawiają się nad tym, dlaczego człowiek łatwo ulega jedzeniowym pokusom i modom. “Jedzenie emocjonalne i inne podjadania” (Helion/Sensus) to tom niewielki objętościowo, za to dobrze przygotowany. Autorki zajmują się tu między innymi kwestią diet (oraz wiary w to, że kolejne cudowne i modne sposoby na pozbycie się zbędnych kilogramów zadziałają u każdego i w każdych okolicznościach). Przedstawiają związki problemów z układem trawiennym z codziennym stresem. Wybierają hasła, które przyciągną czytelników – nie piszą prostego poradnika o tym, jak zapanować nad swoimi nawykami – jednak ponieważ naświetlają mechanizmy i pułapki związane z emocjonalnym podjadaniem, znacznie łatwiej będzie im trafić do czytelników i przekonać ich, jakie działania należy podjąć, żeby zmienić niepożądaną sytuację. Nie ma tu pokrzepienia dla każdego: autorki otwarcie piszą o tym, że otyłość jest chorobą i do poważnych chorób może też doprowadzić. Zamiast akceptowania własnego ciała w każdej formie – radzą, żeby wziąć się za siebie. To dla części czytelników nie musi być

przyjemna lektura, jednak podobne spostrzeżenia mają swoją moc. Zwłaszcza kiedy wszyscy wokół uciekają w polityczną poprawność.

Krzysztof Koziołek przełamuje standardy literatury górskiej, stawiając na kryminał zakorzeniony w tym gatunku. Wysyła swoich bohaterów na K2 zimą (książka powstała jeszcze przed sukcesem grupy Szerpów) i każe im mierzyć się nie tylko z objawami choroby wysokościowej. Tu nie ma miejsca na sojusze i przyjaźnie, każdy ma do załatwienia swoje sprawy. “Biały pył. Piekło na K2” (Agora) to powieść udana – dobra narracyjnie (widać, że autor bardzo dużo i bardzo uważnie czytał, nie tylko biografii wspinaczy, ale też samych wynurzeń tych, którzy coś w górach przeżyli. Wprowadza element grozy nie tylko związany z górą, zapewnia mnóstwo ciekawostek. Do rozmów bohaterów włącza szereg anegdot czy charakterystycznych stwierdzeń – ale dzięki temu tylko może uprawdopodobnić akcję. Bywa, że wyobraźnia bardzo go ponosi, tak, że nie da się do końca odpowiedzieć na pytania, które paść powinny – ale dostarcza odbiorcom silnych wrażeń. Jest ta powieść celnym połączeniem kryminału i literatury górskiej.

Dla najmłodszych – zwłaszcza dla niejadków – Marta Galewska Kustra przygotowuje kolejny niewielki kartonowy tomik z przygodami Pucia. „Pucio zostaje kucharzem, czyli o radości z jedzenia” (Nasza Księgarnia) to opowieść o tym, jak dzieci (Pucio i jego siostra) poznają nowe smaki. Bohaterowie udają się do restauracji i tam dowiadują się, jak wygląda praca szefa kuchni. Mogą w ten sposób zainspirować się do samodzielnego tworzenia posiłku: placuszki, które robią w domu z mamą (i na które odbiorcy dostaną przepis na końcu!) bardzo imponują nawet kucharzowi w restauracji. To świetna przygoda i jednocześnie wzmagająca apetyt lektura. Joanna Kłos przedstawia tę historię na rysunkach, Marta Galewska-Kustra nie ogranicza warstwy narracyjnej, chociaż to tekturowy picture book. Liczy się możliwość opowiedzenia całej historyjki, która dzieci ucieszy – ze względu na bliskość doświadczeń. Przekona je też, że nie można grymasić przy stole i zachęci do zabaw kulinarnych. Wśród nich – do rozwijania wyobraźni w oparciu o zestaw warzyw i owoców znalezionych w domu. To dobry pomysł na rozrywkę dla najmłodszych.

Izabela Mikrut