Jest taka książka, która pozwala połączyć w jedną opowieść fascynację życiem znanych ludzi (w tym skłonność do ciekawskiego podglądania ich codzienności, wpisującą się w lifestyleowe trendy) i literackie ścieżki. “Domy pisarzy” (Marginesy) Marzeny Mróz-Bajon to wycieczka po świecie. Autorka wybiera się do miejsc zamieszkania ulubionych twórców, siada w ich fotelach i przy ich biurkach, kładzie się na ich łóżkach i próbuje zgadnąć, co widzieli po przebudzeniu. Nawet niespecjalnie zajmuje się wyznaczaniem inspiracji czy ocenianiem stylu życia, skupia się po prostu na duchowym przeżywaniu i rejestrowaniu ulotnych wrażeń. Żeby ubarwić relację, dodaje do niej fragmenty ulubionych lektur. Nie tworzy w ten sposób wprawdzie literackiego przewodnika, jednak bardzo dba o narrację. Pisze tak, żeby nie odrzucać miłośników dobrej literatury – ale trochę brakuje w tym większego poczucia sensu. Samo podróżowanie i odkrywanie specyfiki kolejnych mieszkań to za mało, żeby przeżywać razem z nią kolejne doświadczenia. Puste domy pisarzy nie przemawiają, nie kuszą tajemnicami. Po prostu są – i czy ktoś zechce do nich zajrzeć, to już inna sprawa. Marzena Mróz-Bajon traktuje te miejsca jak świątynie, podchodzi do nich z ogromną dozą emocji, a w tekście stara się zaproponować wyrazisty komentarz do własnych odwiedzin.

Rynek literatury poradnikowej otwiera się na tematykę seksuologii i ten trend od paru lat nie słabnie. Pojawiła się książka “Siedem grzechów przeciwko seksualności” (Poradnia K), w której Zbigniew Izdebski odpowiada na pytania Małgorzaty Szcześniak. Rozpatruje tutaj podstawowe problemy, które przeszkadzają ludziom czerpać satysfakcję z udanego życia seksualnego, przypomina, jak na własne życzenie niektórzy komplikują sobie sferę erotyki. Odnosi się i do religii, i do relacji interpersonalnych, zajmuje się osobami społecznie wykluczonymi i ich potrzebami. Tłumaczy cierpliwie, skąd kryzysy w związkach i największe nieporozumienia wśród partnerów seksualnych, opowiada też o tym, jak łatwo można wpaść w kompleksy i przekreślić sobie szansę na spełnienie. Książka przeprowadzona w formie wywiadu-rzeki może trafić do przekonania szerokiego grona odbiorców, nie ma tu skomplikowanych haseł ani filozoficznych wywodów. Izdebski raczej unika też prostych wskazówek: chce jednak, żeby czytelnicy zastanowili się nad wybieranymi przez siebie drogami.

Reportaż o życiu pilotów – kolejny narynku – proponuje Jan Pelczar. “Lecę. Piloci mi to powiedzieli” (Czarne) to pokłosie rozmów z wieloma pilotami. Autor otrzymuje szereg ważnych wiadomości, które następnie przerabia na ciekawy i wielowymiarowy reportaż. Pisze, eksponując informacje nieznane odbiorcom, wprowadza do kabiny pilotów, pyta o wyszkolenie i o zarobki, o odpowiedzialność i procedury. Gromadzi dane nie w celu zareklamowania trudnego zawodu – a żeby pokazać czytelnikom, jak naprawdę wygląda pilotowanie samolotu. Pojawi się tu pytanie o przyszłość lotnictwa bezzałogowego i o znaczenie czynnika ludzkiego przy katastrofach oraz wypadkach. Tematów jest mnóstwo, a każdy kolejny wciąga. Książka pozwala na szybki przegląd wartościowych uwag. Jest to lektura dla amatorów mocnych wrażeń w literaturze faktu, ale też dla ludzi, którzy cenią sobie możliwość sprawdzenia, co oferuje inne życie. Trzeba przyznać, że Jan Pelczar dobrze radzi sobie z budowaniem napięcia i z wyszukiwaniem informacji, potrafi też zachęcić do śledzenia jego opowieści.

“Zgadnij, kto to. Tajemnicze zniknięcie” (Harperkids) to malutka i niepozorna książeczka z kolorowymi ilustracjami – efekt popularności gry detektywistycznej dla najmłodszych. Tu bohaterowie także grają i próbują wyeliminować niewinnych, by wskazać przestępcę – tak zabijają sobie czas w drodze na wakacje. Jednak gdy przybywają do Szkocji, przekonują się, że w lokalnym muzeum ktoś ukradł największą atrakcję – odcisk łapy potwora z Loch Ness. To oznacza, że trzeba wytropić prawdziwego złodzieja. Razem z bohaterami to odbiorcy będą działać: na pierwszej rozkładówce widnieje zestaw imion i portretów, trzeba będzie w tym miejscu odhaczać niewinnych (a kto jest niewinny – wskażą rozwiązania kolejnych zagadek). Tu najmłodsi nie skupiają się na lekturze, a na zabawie – dzięki takiemu rozwiązaniu mogą łatwiej przekonać się do książek. Propozycja „użytkowa”, która zastępuje grę – nadaje się więc dla maluchów, które akurat nie mogą liczyć na towarzysza rozgrywek – zapewnia dobrą rozrywkę.