Jest taka książka, która przyda się nie tylko miłośnikom przyrody, chociaż im w szczególności. Ale „Jeże” (Marginesy) to tom napisany tak, by dostarczać wiedzy i rozrywki wszystkim, niezależnie od wieku i stopnia zaangażowania w ekologię. Autor – Hugh Warwick – jest bowiem ironistą pierwszej klasy i kiedy prezentuje swoje perypetie związane z poznawaniem świata jeży, jest w stanie wykorzystywać nie tylko stereotypy na ich temat, ale również zaskakujące oceny i nietypowe skojarzenia. Wszystko razem układa w rozłożystą i nieoczywistą opowieść o jeżach. Sam w niej występuje, jako ten, który próbuje odkrywać zwyczaje jeży i dowiadywać się, jak przeprowadza się badania. Nie brakuje w tomie motywów ekstremalnych – choćby wzmianek o potrawach z jeży (chociaż niekoniecznie do degustacji takich autor zachęca). Sporo za to także scenek dotyczących badań i badaczy (którzy muszą wykazywać się pomysłowością, żeby zrozumieć obiekty swoich notatek). Są wyprawy ratunkowe i próby ocalenia konkretnych jeży, są refleksje na temat przeżycia (lub braku szans na przeżycie) poszczególnych gatunków i odmian. Odpowiada autor na pytania, które nasuwają się jako pierwsze, między innymi – jak rozmnażają się jeże. Ale nie posiłkuje się wyłącznie starymi dowcipami, wie, jak przyciągnąć uwagę czytelników i proponuje książkę, która zajmuje na długo.

Marek Górlikowski postanawia stworzyć podwójną biografię, opowiedzieć odbiorcom o Antonim i Hannie Gucwińskich. „Państwo Gucwińscy” (Znak) to publikacja wielowymiarowa i stworzona na zasadzie mozaiki, przede wszystkim z opowieści ludzi, którzy bohaterów znają i którzy zetknęli się z nimi na drodze zawodowej. Autor unika zaglądania do domów i sprawdzania, jak państwo Gucwińscy realizowali się jako małżeństwo, chociaż nie ucieknie od oceniania charakterów. Bardziej interesuje go praca nad programem „Z kamerą wśród zwierząt” w czasach, gdy nie było łatwo o ciekawy film przyrodniczy i edukowanie widzów za sprawą prezentowanych im egzotycznych zwierząt (tymczasem państwo Gucwińscy wieloma takimi stworzeniami się opiekowali i o wielu mogli opowiedzieć mnóstwo anegdot). Przechodzi także autor do kwestii dyrektorowania w ogrodzie zoologicznym – bo i tu znajduje się sporo wartościowych informacji. Szuka tematów czasami niewygodnych, zwykle jednak stawia na wesołe i rozrywkowe relacje dotyczące zwierząt i ich inteligencji. Nie jest to zatem pełna ani typowa biografia, ale sprawdza się jako ciekawa lektura.

Kto szuka zabawnego poradnika (albo nieporadnika) pokazującego, jak zmienia się życie świeżo upieczonego rodzica, może tym razem wybrać optykę ojców. „Tata nie ma siły” (Buchmann). To zestaw felietonów, testów na wesoło i rysunków satyrycznych, uświadamiających czytelnikom, co nie uda się w relacjach z najmłodszymi. Punkt widzenia taty – który zwykle mimo starań kogoś rozczaruje – to dla autorów źródło nieustającego śmiechu. Książkę można uzupełniać własnymi doświadczeniami, albo cieszyć się z zanotowanych obserwacji – ważnych i wspólnych dla wielu nieidealnych rodziców. Jest to zgrabny zestaw komentarzy na temat uczenia się życia z nowym członkiem rodziny. Twórcy książki wykorzystują tu własne obserwacje, stosunkowo rzadko sięgają po stereotypy i kiedy uda im się trafić na temat oryginalny, mogą zaintrygować szeroką grupę odbiorców. Jedno jest pewne: dziecko oczami taty (zwłaszcza nastawionego na ironię) to festiwal dowcipów.

Dla dzieci Beata Ostrowicka przygotowuje prostą, ale sugestywną historyjkę „Kolorowe serca”. Plastelinowe ludziki (przez Elżbietę Wasiuczyńską przygotowane jako wyklejanki z papieru) odrzucają jedną z figurek. Nie chcą się z nią bawić i nie dopuszczają do wspólnych sekretów – słuchają własnego szefa i nie próbują nawet zrozumieć, dlaczego nie wolno im wprowadzić do własnego grona nowego. To sytuacja, którą dzieci mogą znać z własnego otoczenia – ale na którą teraz spojrzeć mogą na nowo. Bohaterowie przekonają się, że warto otwierać się na innych (i przeciwstawiać przemocowym rządom), a dzieci wyciągną z lektury ważną lekcję. W tym tomiku wielkie wrażenie wywierać będą na odbiorcach ilustracje – strona graficzna, chociaż dość prosta, jest niebywale atrakcyjna. Ale tak to przeważnie jest z pracami Elżbiety Wasiuczyńskiej: dzieci nie mogą się od nich oderwać, dorośli – podziwiają.