Gdy rozsiadłem się w fotelu przed telewizorem liczyłem na mecz pełen emocji. Te i owszem, zaczęły się jeszcze przed meczem.  Gdy trener Cieślak oznajmił, że jedziemy bez Michaela Jepsena Jensena o mało nie wypadła mi kawa z ręki. Jak to?? I co teraz??

O jak małej wiary człowiekiem byłem. Ale od początku.

Gdy po pierwszym biegu Rekiny prowadziły 4:2 nie wpadałem w hura optymizm. Wiadomo, przywieźliśmy punkty po wykluczeniu Pieszczka.

Gdy po drugim biegu zrobiło się 9:3 dla drużyny z Rybnika, w dalszym ciągu siedziałem lekko zgaszony. W czwartym i piątym biegu Holta przywiózł dwie jedynki, wierciłem się nerwowo i buczałem pod nosem. Po biegu siódmym był remis, a po dziesiątym Wybrzeże wyszło na dwupunktowe prowadzenie.

I wtedy mnie olśniło. Przecież my mamy Trenera Cieślaka. Jeśli dobrze pamiętam, to kto jak kto, ale trener Cieślak to kawał stratega. Okazało się to prawdą, a po dzisiejszym meczu powinien nosić przydomek „Wyciskacz”. Wycisnął z tego co miał wszystko, a rzekł bym, że i więcej. To jak poukładał drużynę i to jak potrafił zmotywować i poprowadzić swoich wojowników do walki, to tylko czapki z głów. Oczywiście nie tylko przed Trenerem, przed zawodnikami również, a nawet przede wszystkim. Gratulacje dla młodzieży!! Mateusz Tudzież – 8+1 (tata pewnie pęka z dumy) Przemek Giera 2+1. Na tak trudnym terenie przywieźć 10 punktów to rewelacyjny wynik, a i były to szalenie ważne punkty.

Losy meczu waż­yły się do ostatniego łuku. Bardzo szkoda, że Siergiejowi nie udało się dowieźć tego jednego punkciku na miarę zwycięstwa. Został pokonany po bardzo ładnej walce.

Gdyby przed pierwszym biegiem ktoś powiedział mi, że będzie remis to brał bym ten wynik w ciemno. Mecz, w którym nie brakowało walki i dramaturgii, nawet z pozycji fotela wyzwolił we mnie tyle emocji, że pewnie słyszało mnie pół osiedla. Na szczęście mój bezpośredni sąsiad jest również kibicem czarnego sportu i podchodzi do moich wrzasków z pełnym zrozumieniem.

Podsumowując, jest drużyna, jest trener, jest wynik. A prezes?? Chwała mu za to, że w końcu prezesuje. Bo jak powiedział kiedyś wspomniany wcześniej trener Cieślak: „Prezes jest od pieniędzy i rządzenia klubem a od drużyny jestem ja.”

 

Obyśmy mogli zawsze po meczu się uśmiechać tak jak dziś, tego życzę i sobie i Wam drodzy czytelnicy.

Krzysztof “Waluś” Walkowiak