Jest taka książka, która powstała na bazie biografii, ale liczy się w niej wachlarz emocji działających na odbiorców. Magdalena Niedźwiedzka w tomie „Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand” (Prószyński i S-ka) ucieka od poetyki skandalu. Woli przedstawiać bohaterkę – przeważnie jako Aurorę – w otoczeniu wywierającym zwykle bardzo silne wpływy na tych, którzy próbowali żyć po swojemu. Najpierw to matka i babka – dwie potężne osobowości prezentujące dwa odmienne (jednak równie toksyczne) podejścia do wychowywania dziecka. Później kolejni partnerzy lub kochankowie. George Sand ma jednak sporo siły: może poznać swoje preferencje i realizować siebie, postępować według własnych pragnień, a nie według tego, co wypada. Konwenanse zarysowane są tu wyraźnie, ale autorka woli skupiać się na wyborach samej George Sand. Nie chce przedstawiać całego jej życia, wyimki brzmią znacznie lepiej.

Dla części czytelników będzie to sentymentalna podróż w przeszłość, dla drugiej części – ciekawostka socjologiczna. Jeszcze inni poznają tu sposoby myślenia i działania zupełnie niezrozumiałe dzisiaj. Ewa Stusińska w „Miłej robótce” (Czarne) koncentruje się na przemyśle pornograficznym w Polsce w latach 90. XX wieku. Książka składa się z drobnych omówień różnych aspektów pornobiznesu: autorka przeprowadza wywiady z pierwszymi naczelnymi polskich pisemek dla panów, sprawdza, jakie wydarzenia były przełomowe i pozwoliły zmienić sposób myślenia społeczeństwa. Czyta ogłoszenia towarzyskie oraz fragmenty harlekinów, prowadzi czytelników do wypożyczalni kaset video. Opowiada o świerszczykach i o pierwszych seksualnych wtajemniczeniach ludzi, którzy w tamtym czasie dojrzewali. Pyta o różnice między pornografią i erotyką. Tematów jest tu wiele i aż chciałoby się, żeby zostały rozbudowane, a nie stanowiły pojedynczych krótkich omówień – pozostawia autorka niedosyt. Pisze zgrabnie i za każdym razem zmienia rytm tekstu. Zabiera w podróż w przeszłość – tu wciąż żywą i atrakcyjną.

Chanel Miller ma pisarskie zacięcie, chociaż wcale o literaturę jej nie chodzi. „Nazywam się” (Marginesy) to jej zwierzenia i rozważania dotyczące traumy po gwałcie. Nieprzytomna dziewczyna została znaleziona bez bielizny na terenie kampusu: nie wiedziała, co się z nią stało, przytomność odzyskała w szpitalu i dopiero z wiadomości zatroskanych lekarzy wyłuskała prawdę. Stopniowo zaczął się jej koszmar. Okazało się, że sprawca (który spenetrował ją „tylko” palcami) jest powszechnie lubiany w środowisku, to dobrze zapowiadający się sportowiec, któremu oskarżenie mogło złamać życie. Opinia publiczna wstawiła się za nim – sprowadzając Chanel Miller do roli anonimowej i łatwo osądzanej ofiary. Na kartach tej obszernej książki – będącej próbą uporania się ze złymi wspomnieniami, ale też ładnym kawałkiem literatury – autorka raz po raz przypomina, że jakiekolwiek czynności seksualne wykonywane z nieprzytomną osobą są gwałtem – i dziwi się, że trzeba to ludziom tłumaczyć. Przeprowadza odbiorców przez kilkuletni proces i zastanawia się nad bezpieczeństwem kobiet. Autorce zależy przede wszystkim na przedstawieniu swoich racji i na przekonaniu czytelników do pewnych oczywistości – jednak widać, że ma zacięcie pisarskie, potrafi tak konstruować opowieść, żeby odpowiadać na niezadane pytania i dzielić się ważnymi przemyśleniami.

Dla dzieci kolejna powieść komiksowa w cyklu Dziennik Cwaniaczka – „Zupełne dno” (Nasza Księgarnia). Jeff Kinney wysyła tym razem rodzinę (zmęczoną przebywaniem w piwnicy u babci z powodu remontu) na wakacje kamperem. Niestety – nie da się po prostu wsiąść i jechać, a potem bez trudu znaleźć miejsce w spokojnej okolicy, jeśli chce się oszczędzać. Greg relacjonuje przygody absurdalne i zabawne, albo – klasyczne (kiedy mama każe mu nawiązać znajomości z rówieśnikami i bohater odkrywa, jak to przyjemnie bawić się razem i jakie wspomnienia można wypracować). Jest tu mnóstwo komizmu, bo rozrywka to motyw nadrzędny dla autora: Jeff Kinney chce młodych ludzi przekonywać do czytania przez śmiech. Jest też bardzo dynamiczna akcja, mnóstwo wydarzeń dzieje się w niewielkiej objętości (rozrzedzanej jeszcze przez puentujące całość rysunki komiksowe). Znowu Jeff Kinney pokazuje, że wie, o co chodzi w twórczości dla najmłodszych odbiorców.

 

Izabela Mikrut