Jest taka książka, która bardzo ucieszy odbiorców. „Zero zahamowań” (Agora) to zbiór felietonów, w którym Michał Rusinek przysłuchuje się tekstom discopolowym, heavymetalowym, produkcjami rapu i paru innych gatunków – wyłapuje rozmaite niezręczności stylistyczne i gramatyczne, nieudane rymy, ale przede wszystkim: niedobory w sensach. Komentuje je prześmiewczo (a przy tym, co ciekawe, dobrodusznie, przywdziewa maskę współczującego podmiotom lirycznym słuchacza). Czasami nie wiadomo, czy więcej radości dostarczą pomysły tekściarzy, czy inteligentne puenty, jakimi Michał Rusinek przesyca swoje analizy. Ta publikacja dostarcza rozrywki na wysokim poziomie. Bardzo krótkie teksty pozwalają lepiej zrozumieć treści przebojów – za to budzą pytania o wyobraźnię (tudzież jej brak) u autorów. „Zero zahamowań” to śmiech bez przerwy – na pewno nie uda się tej książki przeczytać jednym tchem. Przy okazji Rusinek podsuwa niezły pomysł na irytujące pseudoliterackie poczynania artystów masowych: taką zabawę można rozszerzać na kolejne piosenki.

Ciekawą podróż sentymentalną oferują Leszek K. Talko i Karol Vesely: „Królowie bajek” (Czarne) to opowieść o narodzinach najsławniejszego w Polsce Studia Filmów Rysunkowych. To nie tylko próba stworzenia monografii, ale też – ukazanie grupy idealistów, którzy są w stanie dokonać wielkich czynów w najtrudniejszych warunkach. Autorzy nie zajmują się przesadnie konfliktem, który nie pozwala obecnie na kontynuowanie najlepszych pomysłów Studia: jedynie sygnalizują, że takie coś ma miejsce. Zależy im za to na sportretowaniu wyjątkowych ludzi. Dodatkowo jest tu i walka o fundusze, i – powstawanie kolejnych scenariuszy (także takich, o których nikt dzisiaj nie pamięta). Uczenie się tajników zawodu, podglądanie najlepszych i szanse na światowe kariery. To opowieść nie tylko dla tych, których dzieciństwo przebiegało pod znakiem animacji Studia Filmów Rysunkowych z Bielska-Białej.

Rodzicielskie perypetie z przymrużeniem oka przedstawia Ksenia Potępa w zestawie zwierzeń „Nie mogę, trzymam dziecko” (Znak). Zależy tej autorce przede wszystkim na uspokojeniu świeżo upieczonych mam: nikt nie jest idealny, zwłaszcza kiedy chodzi o wychowywanie dzieci. Tom składa się z przemyśleń i obserwacji na temat zaskoczeń, jakie przeżywają dorośli za sprawą swoich małych pociech. Potępa stawia na lekki ton, ucieka od moralizowania i od pouczania czytelników. Postanawia bawić się sytuacją i wyzwaniami. Nie tylko pisze felietonowe czy raczej blogowe teksty – proponuje również rysunki satyryczne i tutaj dopiero do głosu dochodzą dzieci. Zamiast na pierwszym planie stawiać maluchy, Ksenia Potępa przygląda się rodzicom, bo też i ich rozterki najlepiej rozumie.

Zupełnie inną atmosferę buduje Annet Schaap, która w „Lampce” (Dwie Siostry) bardzo mocno wpatruje się w „Małą księżniczkę” Burnett i odchodzi od aktualnych tendencji w literaturze czwartej. Tu wszechobecne jest zło i krzywda: okaleczony dawniej latarnik nie radzi sobie z wychowaniem małej dziewczynki. Lampka cierpi przez niego, aż zostaje odebrana i… oddana na służbę do pewnego tajemniczego domu. Tam odkrywa na strychu potwora – a właściwie chłopca ze zrośniętymi nogami. Tak zaczyna się największa przygoda w życiu Lampki. Schaap nie boi się mocnych tematów: jej bohaterka nie potrafi czytać i pisać, jest ofiarą przemocy domowej, nie ma mamy, a jej ojcu w pewnym momencie grozi śmierć – to ciężkie tematy jak na powieść dla dzieci, a jednak jest w „Lampce” magnetyzm rzadko dzisiaj spotykany.

Izabela Mikrut