Rzadko kiedy spotyka się człowieka, który jest w stanie wymienić imiona swoich pradziadków. Rzadko kiedy spotyka się człowieka, którego wiedza o rodzinie i przodkach sięga pięciu pokoleń wstecz. Tymczasem Maciej Łubieński zna losy rodu z trzynastu kolejnych pokoleń i jego tom „Portret rodziny z czasów wielkości” (W.A.B.) jest właśnie stylizowaną na memuarową opowieścią o co ciekawszych losach reprezentantów rodziny Łubieńskich sprzed wieków. Autor gromadzi anegdoty i wiadomości spoza podręczników, gdzieniegdzie wplata jeszcze własne uwagi – żeby pokazać historię żywą i intrygującą. Sięga po barwne portrety, ocala przeszłość – a jednocześnie zdaje sobie sprawę z fragmentaryczności opowieści. Pisze tak, by czytelnikom uświadomić, jak ważna jest znajomość korzeni. Przygląda się wybranym postaciom, odnotowuje ich obecność w życiu kulturalnym i politycznym, sprawdza też „domowe” relacje. Dzięki temu może odbiorców zachęcić do poszukiwania w przeszłości własnych przodków. Niezależnie od lekcji genealogii, może zainspirować – przynosi też niebanalną lekturę. Potężną (pod względem objętości), ale lekką w tonie – a to za sprawą dystansu, który autor przejawia wobec wydarzeń. Niezależnie od wieku, w którym rozgrywają się opisywane sceny, liczy się tu poczucie familiarności i chęć poznania ludzi.

James Wyndbrandt chce, żeby czytelnicy zyskali chwilę wytchnienia i odetchnęli z ulgą, że nie przyszło im cierpieć z powodu zębów w minionych wiekach. „Bolesna historia stomatologii albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne” (Marginesy) to historyczny reportaż medyczny nastawiony na komizm. Autor rejestruje sposoby uśmierzania bólu zębów i pierwsze narzędzia, jakie były wykorzystywane do ekstrakcji, sposoby „leczenia”, a nawet pozycje pacjentów w pseudogabinetach. Opowiada o przemianach w służbie zdrowia (ze szczególnym uwzględnieniem stomatologii) i o niedopatrzeniach lub absurdalnych wierzeniach związanych z zębami. Nie tylko szarlatanów jednak przedstawia. Skupia się na higienie i na bólu. Zawsze jednak przyciągają go najbardziej okołomedyczne praktyki związane z usuwaniem lub leczeniem zębów. W pewnym momencie zaczyna odnotowywać działania, które szkodziły zdrowiu bardziej niż próchnica. Kiedy czyta się tę książkę – zestawienie kuriozów i dziwactw w historii stomatologii (długo – prymitywnej) – łatwo o śmiech.

Śmiechowi w całości swoją powieść podporządkowuje Malwina Ferenz, która w tomie „Szpital na peryferiach” (Filia) skupia się na intrydze kryminalnej z komedią pomyłek. Do jednego szpitala, na oddział chirurgii urazowej, trafiają jednocześnie (i to z jednego wypadku) dwaj nieudolni złodzieje, ścigający ich policjant, biznesmen, który jeszcze nie wie, że został obrabowany, a także fizyk-marzyciel i jego sprytna narzeczona. Wszyscy unieruchomieni przez gips, próbują jeszcze coś dla siebie wywalczyć i zrealizować wcześniejsze zamierzenia. Autorka uprzedza we wstępie lojalnie, że tom pisze dla rozrywki i liczy na głośny śmiech odbiorców – nie zawodzi. Jeśli ktoś potrzebuje lekkiej lektury, sposobu na oderwanie się od codziennych obowiązków i dylematów, tu znajdzie coś dla siebie.

Z kolei w serii Ale historia… Grażyna Bąkiewicz klasę pana Cebuli wysyła do czasów PRL. „Ta śmieszna i straszna PRL” (Nasza Księgarnia) to sprawdzanie, dlaczego w sklepach brakowało papieru toaletowego i czego nie mogli robić zwykli ludzie. Jak zawsze opowieść rozłożona na ciekawą historyjkę z dziecięcymi marzeniami oraz serię komiksowych notatek nie tylko pozwala zrozumieć fragment przeszłości, ale jeszcze zapamiętać sporo danych. Grażyna Bąkiewicz dodatkowo podkreśla pewne niepokojące zjawiska, które można zaobserwować również dzisiaj…

Izabela Mikrut

Zdjęcie autorstwa Nubia Navarro (nubikini) z Pexels