Jest taka książka, która jednocześnie przynosi reportażowe historie z Brazylii i staje się spojrzeniem na sprawy uniwersalne. Eliane Brum w „Kolekcjonerze porzuconych dusz” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego) zbiera opowieści i stara się zrozumieć swoich bohaterów. Zdarza się, że włącza się do ich rzeczywistości, pomaga im albo próbuje odmienić ich losy, chociaż pilnuje też, żeby nie zaingerować w ich język, dopóki nie zdobędzie właściwej historii. Eliane Brum stawia na sytuacje graniczne – często towarzyszy śmierciom i umieraniu, sprawdza między innymi, jak wygląda pogrzeb biedaka i jak odchodzi ktoś, kto całe życie spędził w azbeście, przekonany, że to nic groźnego. Ale jest też przy narodzinach – wysłuchuje relacji akuszerek z głębi dżungli. Zdarza jej się przedstawić opowieść dotyczącą osoby psychicznie chorej – tak, żeby wyciągnąć z wydarzeń morał dla wszystkich. Szuka ciekawostek, możliwości podglądania innych – jest przy tym bardzo precyzyjna. Ale tom Eliane Brum jest charakterystyczny nie tylko z powodu odejścia od stereotypowych turystycznych narracji. Ta autorka bowiem wielką uwagę zwraca na język i na to, co da się powiedzieć. Przygotowuje czytelników w bardzo rozbudowanym wstępie na perypetie związane z melodią tekstu, zresztą także tłumacz porusza ten temat i wyjaśnia wyzwania, z jakimi musiał się mierzyć. Nawet bez takich wprowadzeń daje się zauważyć, że język jest tu dodatkowym bohaterem, liczy się czasem bardziej niż miejscowi, zaangażowani w swoje sprawy. Eliane Brum przedstawia dodatkowo trochę kontekstu społeczno-historycznego, wie, że jej postacie nie żyją w próżni – jednak najbardziej istotne u niej są historie ponadczasowe i bazujące na emocjach zrozumiałych w każdym zakątku świata.

Krzysztof Orzechowski uwielbia snuć rozważania na temat kondycji teatru, zwłaszcza na piśmie. Po kilku tomach „dzienników” czy zapisków felietonowych, ukazuje się na rynku tom „Wpadnij, to pogadamy” (Universitas). Interlokutorem jest tu Łukasz Maciejewski – a to oznacza, że rozmowy nie będą specjalnie moderowane, wychodzą z filozofii i refleksji o teatrze, a dokąd dojdą – to już zależy od okoliczności, nastrojów i pomysłów. Orzechowski i Maciejewski przerzucają się czasami uwagami aktualnymi, innym razem – sięgają do przeszłości teatru. Wykorzystują doświadczenia dyrektorskie Orzechowskiego, ale też pilnie obserwują to, co dzieje się w kulturze, żeby w razie potrzeb móc zareagować i odpowiednio naświetlić temat. „Wpadnij, to pogadamy” to dyskusje i rozmowy luźne, w swobodnej atmosferze, momentami brakuje im moderacji, ale jednak wciągają – bo stanowią oderwanie od prasowych doniesień. To coś dla smakoszy teatralnych relacji.

Jeśli ktoś zamierza mieć psa, powinien koniecznie sięgnąć po książkę „Rozmerdane. Naukowe podstawy psiego szczęścia” (Rebis). Zazie Todd gromadzi tutaj podstawowe informacje na temat wychowania czworonogów i podsuwa czytelnikom rozwiązania najczęstszych problemów. Kieruje się przy tym dobrem psów – usiłuje zatem wyplenić złe nawyki właścicieli i przyzwyczaić do innego sposobu myślenia. Nie pomija żadnego aspektu codzienności, zajmuje się zarówno wizytami u weterynarza, kwestią spacerów czy posiłków, jak i starością oraz odchodzeniem psów. Uświadamia, jakie zagrożenia lub wyzwania niosą ze sobą psy rasowe i pokazuje, jak przyzwyczaić do nowego członka rodziny. Sporo miejsca poświęca też na analizę wychowywania dziecka i psa.

Adrian Markowski kieruje się do najmłodszych – skoro udało mu się przekuć na rymy tabliczkę mnożenia, teraz zajmuje się dzieleniem. „Na dzielenie sposób nowy, samo wchodzi ci do głowy” (Prószyński i S-ka) to rymowane dwuwersy z komicznymi ilustracjami Dariusza Wójcika. Autor koncentruje się na tym, żeby wpoić dzieciom – dzięki zabawnym minihistoryjkom zawierającym poszczególne działania – wyniki. Można tę książkę czytać, żeby poprawić się w matematyce (chociaż nie wiadomo, czy przyniesie akurat taki skutek), ale można też potraktować ją jako sposób na rozwijanie wyobraźni – kolejne tematy są tu bowiem świadectwem absurdu i pozwalają dzieciom się pośmiać. Markowski dzięki temu może skojarzyć liczenie z przyjemnością i sprawić, że najmłodsi przestaną się bać nauk ścisłych. Pod tym względem tomik może się bardzo przydać, nawet rodzicom, którzy nie wiedzą już, jak przekonać pociechy do liczenia.

Izabela Mikrut