Jest taka książka, która przyda się jako lektura dla pań mierzących się z trudnym tematem konieczności usunięcia piersi – ale też dla wszystkich zafascynowanych ludzkim ciałem i jego kulturowymi oraz społecznymi zadaniami. „Cycki. Czuła biografia piersi” (Wydawnictwo Kobiece) to publikacja pisana z potrzeby chwili. Holenderska autorka, Corien van Zweden, zabiera się za nią, gdy wie, że rak zaatakował jej lewą pierś po raz drugi i nie da się już ocalić fragmentu ciała. To pretekst do zastanowienia się nad znaczeniem piersi w życiu kobiety. Przeprowadza Corien van Zweden czytelników przez rozmaite tematy związane z biustem: od wrażliwości na dotyk i roli w uwodzeniu, przez karmienie piersią dzieci aż po implanty i operacje rekonstruujące (które w rzeczywistości nie są tym, co obiecują). Proponuje barwny reportaż związany nie tylko z chorobą: odrywa się od tematu raka na długo, żeby przeprowadzić rozmowy z lekarzami, chirurgami, amazonkami, artystkami, które pomagają w poprawieniu sylwetki. Swoje doświadczenia zestawia z opowieściami innych kobiet. Odwołuje się też do zaleceń i informacji wprowadzanych przez Holandię – a kierowanych do karmiących matek. Sprawdza, jak biust traktowany jest przez innych – i swoje spostrzeżenia odnotowuje w tekście wypełnionym wrażliwością, ale i humorem. „Cycki” to nie tylko opowieść o stracie – to przyjrzenie się tematowi ważnemu i interesującemu, z różnych perspektyw.

Bartosz Panek do serii wprowadza książkę realizującą schemat z dotychczasowych opowieści o mniejszościach narodowych. Może jednak zaskoczyć czytelników wyborem tematu – bo bohaterami tomu „U nas każdy jest prorokiem” (Czarne) stają się Tatarzy. Autor sięga do przeszłości i mozolnie – bo wielu świadków wydarzeń już nie żyje – odtwarza miniaturowe historie związane z sąsiedztwem Tatarów czy organizowaniem przez nich codzienności. Wprowadza czasem strzępki anegdot, czasem – wspomnienia bliskich. Niejeden raz zadziwi czytelników opowieściami o międzykulturowości i o życiu w zgodzie ludzi różnych wyznań i różnych narodowości – tuż obok siebie. O takim szacunku do drugiego człowieka dzisiaj można jedynie marzyć, autor pozwala uświadomić odbiorcom, że kiedyś była to norma, obecnie – stan nie do osiągnięcia. „U nas każdy jest prorokiem” to książka, która nie fascynuje formą – jako reportaż jest całkiem zwyczajna. Jednak treści, które odkrywa Bartosz Panek, mogą robić wrażenie na odbiorcach.

Literacką podróż w daleką przeszłość proponuje też Alberto Angela. „Jeden dzień w starożytnym Rzymie. Życie powszednie, sekrety, ciekawostki” (Czytelnik) to publikacja popularnonaukowa przybliżająca zwyczaje i kulturę starożytności – ale z perspektywy, która najbardziej zainteresuje dzisiejszych zwykłych czytelników. Zachowuje się ten autor tak, jakby zabierał odbiorców w podróż, wycieczkę połączoną z oprowadzaniem – niby to przejście po nowym miejscu, ale też – z uwzględnieniem pracy muzealnego kustosza. Opowiada, kogo widać i czym jest zajęty, jakimi narzędziami się posługuje i do czego służą mu używane przedmioty. Wrażenie muzeum potęguje fakt, że bardzo rzadko bohaterowie – duchy przeszłości – się odzywają. Angela raczej daje sobie radę z przedstawianiem statycznych postaci, bez ożywiania ich. To jednak wystarczy, żeby odbiorcom zapadły w pamięć sugestywne obrazy i scenki z życia codziennego.

Najmłodsi po raz kolejny mogą zmierzyć się z tematem rodzeństwa pojawiającego się (nieoczekiwanie dla nich) w domu. „Pola mówi: dzidziuś!” (Media Rodzina) to malutki zeszyt Irene Marienborg, z jej ilustracjami. Bohaterka widzi, że mama jest ciągle zmęczona i że rośnie jej brzuch. Nikt nie ukrywa przed Polą, że mama będzie mieć dzidziusia (dziewczynka wyobraża sobie, że niemowlę powinno mieć wielkość groszku, rodzice wyprowadzają ją z błędu). Jednak problem zaczyna się wtedy, gdy wychodzi na jaw, że mama wróci do domu z… drugą malutką dziewczynką. Pola może czuć się zagrożona: znajomi przynoszą prezenty dla dzidziusia, a o niej zapominają. Gdyby nie fakt, że starsza siostra zawsze się przyda – choćby do uspokojenia młodszej, bo jako jedyna potrafi to zrobić – byłaby tu bajkowa katastrofa. Irene Marienborg jednak mądrze prowadzi narrację w historyjce obrazkowej – tak, żeby odbiorcy zrozumieli emocje Poli i własne – i żeby nauczyli się, jak mierzyć się z tematem młodszego rodzeństwa.

Izabela Mikrut