Jest taka książka, która ucieszy czytelników ceniących sobie refleksję nad kondycją literatury i życia literackiego w Polsce. Krzysztof Varga w „Dzienniku hipopotama” (Iskry) proponuje zapiski diariuszowe, które kończą się właściwie w momencie lockdownu. Autor świadomy jest, że obecnie niewielu odbiorców chciałoby czekać kilkadziesiąt lat na możliwość poznawania najskrytszych wynurzeń pisarzy – pisze już z myślą o publikacji i częstuje czytelników niezłymi frazami oraz przemyśleniami na tematy społeczne, twórcze i w –pewnym zakresie polityczne. Obserwuje uważnie to, co dzieje się w popkulturze, próbuje wyciągać wnioski lub prognozować, zżyma się na to, co nieudane. Zamienia się w bezlitosnego ironistę. Nie oznacza to, że wyłącznie wytyka innym błędy – dba bowiem o to, żeby jego spostrzeżenia zamieniały się w literaturę wysokich lotów. Wiele razy podczas lektury ma się ochotę robić notatki albo zaznaczać co smakowitsze fragmenty, w pewnym momencie zresztą trzeba by zacząć przepisywać książkę. „Dziennik hipopotama”, pisany świadomie – jako rodzaj wywodu dla odbiorców – dostarcza rozrywki i autorowi, i adresatom. Jest wypełniony wartościowymi komentarzami – i przypomina, po co właściwie sięga się po diarystykę w wykonaniu pisarzy.

Mogłoby się wydawać, że po dziewięć razy wznawianym tomie Michała Jagiełły „Wołanie w górach” nie da się już zajmująco przedstawić „kroniki śmierci w górach”, ale Bartłomiej Kuraś podejmuje wyzwanie. Kontynuując świetną serię Agory (notabene, Varga dziwi się obecnej popularności literatury górskiej), proponuje książkę „Niech to szlak” (Agora) – nie tyle rejestr wypadków górskich, co przegląd zagrożeń na przykładach z ostatnich lat. Zajrzy do jaskiń, przeanalizuje szanse na przeżycie podczas lawiny, zastanowi się nad mnogością turystów na najtrudniejszych szlakach – ale uchwyci temat również od strony zwierząt. Opowie o kłusownikach, o koniach ciągnących bryczki nad Morskie Oko i o przyjezdnych, którzy zabijają zwierzęta z niewiadomych przyczyn. Nie zabraknie tu TOPR-u oraz tajemnic. Czasami zagląda w przeszłość, innym razem wspomni, jak pandemia wpłynęła na przyrodę. Pisze krótko, rzeczowo i bardzo ciekawie, nie trzeba się bać tej książki – na pewno nie będzie tu epatowania grozą. To bardziej sensacyjny reportaż, który daje dużo do myślenia.

Małgorzata Gutowska-Adamczyk długo kazała czekać czytelniczkom na kolejną powieść, ale „Nieznajoma” (Prószyński i S-ka) to początek serii o Osiedlu Sielanka, warszawskiej dzielnicy willowej. To tutaj mieszkańcy marzą o spokoju i ciszy – i tutaj przyjeżdżają nieuczciwi, za to żądni bogactwa deweloperzy. Autorka przedstawia kilka kobiecych postaci, ma pomysł na oryginalne – chociaż czerpiące ze stereotypów – charaktery. Wybiera tym razem narrację dość mocno wspartą na dialogach – ucieka od stylu, do którego przyzwyczaiła w powieściach o posmaku historycznym, skupia się za to na wymiarze satyrycznym – interesuje ją nawoływanie do działania. Jeśli ktoś znajdzie się w podobnej sytuacji co bohaterki książki, musi reagować, żeby nie stracić azylu.

Soczysty kryminał, który rozbawi nawet dorosłych, proponuje Anna Starobiniec. „Wilcza nora” (Dwie Siostry) to opowieść kierowana do dzieci, ale przesączona humorem. Rzecz dzieje się w Dalekim Lesie – ginie Zając. Jego pogrążona w żałobie żona żąda od Borsuka i Borsukota (detektywa i jego przybranego syna-wychowanka w zawodzie) znalezienia winnych. Oczywiste oskarżenia padają w kierunku leśnych drapieżników. Atmosferę wzajemnych oskarżeń podsycają leśni „prawnicy”, w śledztwo angażuje się coraz więcej mieszkańców Dalekiego Lasu. Winnych na razie na horyzoncie nie widać, Anna Starobiniec świetnie bawi się konwencją kryminału i pokazuje, że nie trzeba wcale wpadać w schematy, przy których dzieci będą ćwiczyć umiejętność logicznego myślenia – można w literaturze czwartej zaproponować coś nietypowego.

Izabela Mikrut