Dość ciekawie obmyśla swoją powieść Andrzej Ziemiański. „Cyberpunk. Odrodzenie” (Akurat) to książka, która zaczyna się od laboratoryjnej masakry – i o ile takie emocjonalne trzęsienia ziemi zdarzają się często w literaturze rozrywkowej z półki sensacji, o tyle u Ziemiańskiego wydarzenia skręcają w zupełnie innym niż spodziewany kierunku. Kobieta, która dokonała zamachu, wyszła z budynku. Czas na ucieczkę nieświadomie zapewniła jej bliźniaczka – i to właśnie ta bliźniaczka stanie się obiektem obserwacji w całej historii. Ziemiański zabiera odbiorców w czasy, w których postrzał w głowę da się stosunkowo łatwo – przy odrobinie szczęścia, umiejętności i wyposażenia – wyleczyć, bohaterka otrzymuje stary wojskowy implant, sztuczną inteligencję, która od tej pory prowadzić będzie z nią ironiczne dialogi. Pomysł, który sprawdził się w młodzieżowej serii Rafała Kosika – Kit to wymarzony Manfred w wersji chipowej – tu zostaje rozwinięty i momentami niemal przejmuje całe śledztwo. Ziemiański w ogóle celnie tworzy kolejnych bohaterów, udaje mu się przekonać do siebie na bazie samych postaci. Pisze, żeby zapewnić czytelnikom rozrywkę, a nie konieczność przedzierania się przez futurystyczne pomysły.

Beata Biały w książce „Osiecka. Tego o mnie nie wiecie” (W.A.B.) jeszcze raz powraca do tematu poetki widzianej przez najbliższych. Przeprowadza rozmowy z przyjaciółkami, z ważnymi w życiu Osieckiej mężczyznami, z ludźmi, którzy mogą zinterpretować życiorysowe fakty, a czasami – którzy chcą przedstawić własną wersję Agnieszki Osieckiej (zdarzają się tu nawet zaprzeczenia w kwestii choroby alkoholowej, choć dawno przestało to być tematem tabu). Może i żadnych odkryć Beata Biały nie przynosi – raczej potwierdza obraz, który istnieje w świadomości czytelników – jednak robi to z wdziękiem, a książkę przyjemnie się czyta. Jeśli ktoś nastawia się na odkrycia i sensacje – będzie rozczarowany. Jednak kto potrzebuje szybkiego przypisu do dzienników Osieckiej – czy po prostu zorientowania się w aspektach okołotowarzyskich – znajdzie tu szybkie przypomnienie przeszłości, w miarę bezbolesne.

Do Marii Ulatowskiej kiedyś zraziły mnie niekończące się opisy i braki pomysłów na fabuły obyczajówek. Jednak Maria Ulatowska w duecie z Jackiem Skowrońskim to zjawisko – czego dowodem może być powieść „Pałac w Moczarowiskach” (Prószyński i S-ka). Autorzy wykorzystują motyw zamkniętego terenu, na którym przebywają nie tylko goście dysponujący sporymi fortunami, ale również życiowi wykolejeńcy. Tu chowa się przed światem genialny informatyk-haker, tu przybywa Magda – fizyk – która została przez nieuczciwego promotora oskarżona o plagiat i wydalona z wilczym biletem z uczelni. Ale tu też trafia nastoletnia Nika, która ucieka z domu i szuka dla siebie możliwości lepszego życia. Moczarowiska stają się schronieniem, a bohaterowie, którzy wcześniej się nie znali i nie myśleli, że mogą mieć cokolwiek wspólnego ze sobą nawzajem – bardzo się potrzebują. Przydają się też – nie tylko jako rozrywka – ekscentrycznemu hrabiemu, który już miał rozstać się z życiem… Dowcip, ciepło i pomysły na rozwój akcji to atuty tej pozycji.

Dla dzieci tym razem picture book niemal bez słów. Artur Nowicki tworzy „Rok na placu budowy” (Nasza Księgarnia). Najpierw przedstawia wszystkie pojazdy, maszyny i narzędzia, które będą budowały garaż, a później proponuje jeden kadr prezentowany w kolejnych miesiącach – tak, by dzieci same poprowadziły narrację i sprawdziły, co zmienia się u bohaterów. To tom w świetnie przyjętej serii, ale do tej pory ilustratorzy proponowali przeważnie obserwacje przyrodnicze. Nowicki podsuwa maluchom coś, co uwielbiają – daje szansę sprawdzenia, jak wyglądają działania na budowie, zachęca do ćwiczenia uważności i przygotowuje do szkolnych zadań dotyczących opowiadania. Bazuje na ciekawości najmłodszych i dzięki temu może zdobyć uznanie.

Izabela Mikrut