Jest taka książka, której wymowę najpełniej zrozumieją ludzie opiekujący się ciężko chorymi członkami rodziny. Darek Milewski uświadamia czytelnikom, jak wygląda powolne odchodzenie. Cierpi na ALS – stwardnienie zanikowe boczne. W odróżnieniu od stwardnienia rozsianego – to wyrok. Trzeba jednak przetrwać aż do nieuchronnego, mierzyć się z wieloma wyzwaniami i problemami, jakie zdrowym ludziom nie przyszłyby do głowy. „Mały wielki tydzień” (Prószyński i S-ka) nie jest autobiografią, jednak bohater, Daniel Kot, cierpi na tę samą chorobę co autor – i relacjonuje swój stan i codzienne przeżycia bez znieczulenia. Przesyca historię ironią – bo tylko tak może mierzyć się ze wstydem, brakiem nadziei czy zależnością od drugiej osoby. Darek Milewski dedykuje tę książkę bliskim chorych na ALS i w samej narracji mocno podkreśla ich rolę. Ala to wymarzona partnerka: nie biadoli, nie rozczula się nad ukochanym. Potrafi go ofuknąć albo obrazić się na niego, zignorować prośby wygłaszane za pomocą „gadacza”. Ale wie też, kiedy Danielowi potrzebna jest bliskość i czułość – i serwuje mu również takie niespodzianki. Wykazuje się niezwykłą siłą zarówno jeśli chodzi o codzienne zabiegi pielęgnacyjne, jak i o myślenie o niedalekiej przyszłości. Daniel nie może się nad sobą litować, skoro ma przy sobie tak wspaniałą osobę. „Mały wielki tydzień” to książka, która nieco odbiega od konwencji literatury szpitalnej, wiele przesłań się z niej wyczyta.

Stanisław Łubieński bierze się za zbieranie śmieci. Przegląda, przekłada źle posegregowane, sprawdza zawartość koszy, ale też rozgląda się uważnie podczas spacerów. Co ciekawsze odpadki trafiają następnie do krótkich esejów, które zamieniają się w pewnym momencie w lekturę ekologiczną i pouczającą. Między innymi opowie autor o tym, co dzieje się we wnętrzu śmieciarki, skąd brały się ostatnio seryjne pożary na wysypiskach, dlaczego ludzie, śmiecąc, szkodzą nie tylko przyrodzie, ale i sobie samym. Jak do ekologii ma się kultura „jednorazowości” i co może zrobić zwykły człowiek. Autor zajmuje się czasami tematami bardzo na pozór odległymi od śmiecenia – między innymi… polowaniami na kaczki. Bywa też, że próbuje wstrząsnąć czytelnikami: opowiada o tym, ile i jakich stworzeń zostaje znalezionych martwych w butelkach i puszkach porzuconych w lesie. Opowiada o recyklingu i o nieoczekiwanym wpływie śmiecenia na środowisko: zagląda w tym celu do ptasich gniazd i sprawdza, które odpadki zostały wykorzystane do budowy… i zagrażają pisklętom. „Książka o śmieciach” (Agora) to tom ważny, mimo że lekko napisany.

Kolejny poradnik z dziedziny damsko-męskich układów pojawia się na rynku i ma szansę stać się wydawniczym hitem – a to dlatego, że Katarzynę Miller czyta się dobrze nawet wtedy, gdy nie potrzebuje się żadnych wskazówek co do relacji z innymi. „Mam faceta i mam… problem” (Rebis) to zestaw komentarzy prowadzonych wspólnie z Suzan Giżyńską. Autorki na początku każdego tematycznego rozdziału prezentują zestaw „listów” od czytelniczek w różnym wieku i z różnymi doświadczeniami życiowymi – a następnie omawiają podane przykłady pod kątem popełnianych błędów i przeszkód w drodze do szczęśliwego związku. Odbiorczynie mogą się w tych ilustracjach odnaleźć i dzięki temu dowiedzieć się, jak powinny się zachowywać, a czego im robić nie wolno. Nie przeszkadza tu nawet tendencyjność w prezentowanych sytuacjach: wiadomo, że autorki wymyślają sytuacje „z życia” tak, żeby były wyjaskrawione i czytelne w każdych warunkach – ale już ich szczere i bezpośrednie analizy wynagradzają jednostronność w tym wypadku. „Mam faceta…” to poradnik, który nadaje się na zwykłą lekturę.

Z kolei tom „Jestem leworęczny… i co mi zrobisz?” (Nasza Księgarnia) to zestaw ciekawostek na temat dominującej półkuli mózgowej oraz „podziału” na lewo- i praworęcznych. Dzieci dowiedzą się czegoś o tym, dlaczego niektórym wygodniej jest pisać lewą ręką – ale też dlaczego kiedyś osoby o takich skłonnościach były „przeorientowywane” i co znaczyła leworęczność przez wieki. Kolorowa, pełna jednoakapitowych wyjaśnień i skoncentrowana na zabawnych drobnych historyjkach książka zaspokaja ciekawość i sprawia, że maluchy przyjrzą się własnym zachowaniom. Bardzo dobrze przygotowana jest ta lektura, nie przytłacza, za to pozwala dobrze się bawić.

Izabela Mikrut