Jest taka książka, która wprawdzie nie przerzuca czytelników z powrotem do szkolnych ławek, ale pozwala zafascynować dorosłych fizyką i – szerzej – nauką. David Calle zamienia się w popularyzatora wiedzy i rozczytuje dla odbiorców rozmaite zjawiska przyrodnicze – albo pomysły wyjątkowo kreatywnych scenarzystów. Przygląda się temu, jak obecnie próbuje się krzewić wiadomości z nauk ścisłych przez kanały popularnonaukowe lub w ogóle kulturę masową. Czasami pozwala swoim czytelnikom stać się na moment dziećmi i zastanawiać się nad rzeczami z pogranicza absurdu (ile pająków może zatrzymać boeinga 747), a czasami przekłada biologię na technikę i odwrotnie (ile megapikseli ma ludzkie oko). „Ile ważą chmury oraz inne proste pytania i naukowe odpowiedzi” (Wydawnictwo Literackie) to książka przygotowana na wzór publikacji dla najmłodszych, składająca się z ciekawych pytań i fachowych odpowiedzi – pytania rzeczywiście będą rozbudzać apetyty czytelników na lekturę, odpowiedzi są długie (chociaż przygotowane w tonie reportażowym) i napisane przystępnym językiem. David Calle zdaje sobie sprawę z tego, że na rynku nie przebiłby się jako popularyzator fizyki – urozmaica zatem opowieści rozmaitymi anegdotami, portretami „bohaterów bez peleryn”, wyszukiwanymi w filmach nieścisłościami czy w ogóle odejściami od praw fizyki. Robi sporo, żeby przyciągnąć odbiorców.

Calle odwołuje się do spraw uniwersalnych, zrozumiałych pod każdą szerokością geograficzną. Barbara Magierowa i Antoni Kroh proponują za to publikację monumentalną i bardzo zakorzenioną w polskiej rzeczywistości. „Z polskiego na nasze, czyli prywatny leksykon współczesnej polszczyzny” (Iskry) to zbiór haseł: pojedynczych wyrazów, fraz albo fragmentów charakterystycznych powiedzeń czy elementów nowomowy wraz ze źródłem użycia (kontekstem) i drobnym wyjaśnieniem znaczenia. Językowa podróż rozpoczyna się w 1946 roku, kończy w 2014 (chociaż lata po 1989 roku są już traktowane dość pobieżnie i raczej nie umożliwiają stworzenia pełnego obrazu rzeczywistości) i zawiera imponującą kolekcję pomysłów na rozbijanie patosu. Bardzo często odwołują się autorzy do obiegowych dowcipów lub reakcji „ulicy” na sztywny język polityki, sięgają po hasła zasłyszane od pijaków, zapiski z plakatów lub zawarte we wspomnieniach ślady czasu. Tłumaczą peerelowską codzienność przez to, jak uwidaczniała się w języku mówionym i pisanym. To lektura, której nie da się traktować jak rzeczywistego słownika czy leksykonu, ma tylko zapożyczoną od tych gatunków formę. Przynosi sporo rozrywki, ale też jest nietypową lekcją historii.

„Maria Tudor” (PIW) to książka biograficzna, w której fascynacja historią i zachowanymi dokumentami (przede wszystkim korespondencją) łączy się z atrakcyjną dla szerokiego grona odbiorców narracją. Ma na to wpływ lekkie zachwianie proporcji: dla Anny Whitelock bardziej intrygująca staje się pierwsza część życia przyszłej królowej, czasy trudnego dzieciństwa, trudnej młodości i tło – czyli zachowanie Henryka VIII, sprawcy całego nieszczęścia (nie tylko) Marii. Ta książka nieoczekiwanie zamienia się w opowieść o radzeniu sobie w ekstremalnych sytuacjach – i jako taka mocno wpasowuje się w rynek wydawniczy.

Mali fani powieści Agnieszki Tyszki mogą z kolei ucieszyć się z tego, że Zosia wraca. Wraca, ale nie do domu: przy ulicy Kociej zapanuje remontowy chaos, trzeba w końcu powiększyć mieszkanie, żeby rodzina bez przeszkód mogła się rozrastać. Dzieci spędzają zatem wakacje z dala od kocich dzikich lokatorów, przeżywają własne miłości, rozczarowania i problemy, o których nie lubią rozmawiać z innymi – ale mogą być silne dzięki wzajemnemu wsparciu i towarzystwu. „Zosia z ulicy Kociej na wygnaniu” (Nasza Księgarnia) to kolejna propozycja z serii kreatywnych i zabawnych historyjek dla najmłodszych. Uwaga: kto zajmie się lekturą, ten z pewnością trafi i do poprzednich książek, choćby po to, żeby odnaleźć AGMIRAŁA PYPKA i innych bohaterów.

Izabela Mikrut