Jest taka książka, która obywa się bez słów i chociaż to na dzisiejszym rynku picture booków wcale nie tak rzadkie, jak można by przypuszczać, ta historia rozwija się przepięknie i przypomina młodszym oraz starszym odbiorcom, do czego służy wyobraźnia. Sven Nordqvist wychodzi tutaj od naturalnej sytuacji: mały chłopiec przychodzi do starszej krewnej (według blurbu to ciotka, ale równie dobrze może być sąsiadką albo babcią, zwłaszcza jeśli przypomni się o szwedzkim zwyczaju nazywania „ciociami” i „wujkami” obcych), żeby pomóc w wyprowadzeniu psa. I kiedy tylko przekroczy próg domu, trafia do wyjątkowej krainy. Zaczyna odbywać przedziwne podróże, odwiedza miejsca, w których olbrzymie fantazyjne zwierzęta wylegują się wśród nietypowych roślin albo zajmują się sprawami kompletnie zwierzętom obcymi (gigantyczna żaba ogląda coś na tablecie, ale równie dobrze może to być zupełnie inna czynność i zupełnie inny przedmiot, nawet żaba podlega zakwestionowaniu). Każda rozkładówka to imponujący obraz, pełen detali, ale przede wszystkim: zaludniany postaciami nieistniejącymi naprawdę. Owszem, dzieci mają tu zadanie: wskazać, gdzie znajduje się bohater i pies, ewentualnie liczyć jakieś elementy lub wskazywać konkretne punkty – tomik nadaje się na zestaw zgadywanek, jeśli tylko rodzice zechcą dołączyć do zabawy – ale każda ogromna ilustracja przynosi przekonanie, że wyobraźnia dostarcza najpiękniejszych przygód. Nie można koło „Spaceru z psem” (wydawnictwo Media Rodzina)  przejść obojętnie: to powrót do roli fantazji w dziecięcym świecie, a i przypomnienie, jak cudowne mogą być oniryczne obrazy.

Jeśli chodzi o fantastykę w rodzimym kręgu, ciekawą lekturę przynosi Tomasz Pindel, który przygląda się działaniu polskiego środowiska fandomowego od lat 70. XX wieku – po stan obecny. Jego „Historie fandomowe” (wydawnictwo Czarne) czyta się jak dobry reportaż. Na początku autor zastrzega się, że nie ma zamiaru prezentować całokształtu informacji, nie gromadzi danych i nie zarzuca czytelników datami. Wiedzę czerpie z rozmów z tymi, którzy środowisko kształtowali (albo którzy uczestniczyli w pierwszych spotkaniach i klubach), od czasu do czasu powołuje się również na oceny pisarzy czy wydawców. Pozwala sprawdzić, jak funkcjonował obieg literacki i jak fani fantastyki radzili sobie w siermiężnych czasach z docieraniem do ciekawych historii. Do tego – przypomina o zjawiskach, które dopiero dzisiaj zaczynają budzić powszechne zainteresowanie: niby na siłę wprowadza motyw „parytetów” w literaturze, a jednak ma w tej kwestii coś interesującego do powiedzenia.

Od fantazji ucieka za to Cliff Lerner. Jego książka „Wybuchowy wzrost” (wydawnictwo Galaktyka) może być traktowana jako tematyczny poradnik marketingu internetowego bądź przestroga przed błędami, które można w firmie działającej w mediach społecznościowych popełnić. Autor wprowadził na rynek aplikację „randkową”, odniósł gigantyczny sukces (przemawiające do wyobraźni odbiorców liczby są tu wykorzystywane w funkcji reklamy), a następnie – równie spektakularną porażkę. Swoje doświadczenia spisał w mocno prywatnej książce, przetykanej fachowymi poradami wysnuwanymi na własnych doświadczeniach. Nie zawsze da się bezpośrednio przełożyć jego porady na polskie realia (bibliografia poszerzająca tematy również jest anglojęzyczna), ale pojawi się w tomie kilka uwag, nad którymi warto się pochylić.

Uroczą miniaturkę proponuje wydawnictwo Od Do: „Claus Peymann kupuje sobie spodnie i idzie ze mną na obiad” to trzy dramoletki Thomasa Bernharda: niewielkie utwory, w których dialogi (przede wszystkim niemieckiego reżysera i dyrektora Burgtheater z autorem, ale nie tylko) bazują na absurdzie. Satyra wymierzona jest w nich między innymi w autotematyzm: zabawy formą oznaczają równocześnie zabawy sztuką teatralną samą w sobie. I chociaż ta książka nie rzuca się w oczy za sprawą niewielkich rozmiarów – może zrobić wrażenie.

Izabela Mikrut

*Zdjęcie autorstwa Ruslan Alekso Pexels