Jest taka książka, która pozwala poznawać kontekst działań społecznych i obyczajowych – ramą kompozycyjną jest tu dwanaście miesięcy obejmujących akcję w jednym mieście. Piotr Szarota w „Paryżu 1938” (Iskry) proponuje czytelnikom inne spojrzenie na ostatni moment przed drugą wojną światową. Wybiera z galerii twórców, artystów, filozofów, uczonych ale i polityków grono, które w 1938 roku spotkało się (bądź mijało) na ulicach Paryża. Na początku przytacza bardzo skrótowe biografie wszystkich występujących, a później rejestruje, co działo się w kolejnych miesiącach. Nie prowadzi przy tym narracji linearnej, pozwala niektórym bohaterom zniknąć na długo, a innym pojawiać się znienacka i bez uprzedzenia. Poza omawianiem międzyludzkich relacji autor stara się oddać kontekst społeczno-polityczny, tłumaczy, w jakich warunkach spotykali się ze sobą jego bohaterowie, do czego dążyli lub z jakimi wyzwaniami musieli się mierzyć. W obliczu zbliżającej się wojny inaczej wybrzmiewają pewne decyzje. Szarota analizuje akcję z perspektywy wybitnych jednostek. Proponuje spojrzenie na historię różniące się znacznie od tego, które jest obecne choćby w szkolnych podręcznikach. Pozwala w esejach zestawiać ze sobą zróżnicowane nadzieje, ambicje i plany, które musiały ulec zniszczeniu już za kilka miesięcy.

Zupełnie inną historią zajmują się Piotr Marecki i Tomasz Tdc Cieślewicz. W książce „Oni migają tymi kolorami w sposób profesjonalny. Narodziny gamedevu z ducha demosceny w Polsce” (Ha!art) przedstawiają odbiorcom początki gier komputerowych w Polsce. Książka jest wywiadem-rzeką, często wpadającym albo w żargon informatyczny, albo w tony nieformalne. Można tu przeczytać między innymi o powstawaniu pierwszych gier komputerowych, maszynach do ich przegrywania, walce z piractwem, o środowisku zajmujących się grami i komputerami, ale też o samych urządzeniach – doskonale znanych pokoleniu urodzonemu w latach 70. czy 80. Jest to podróż sentymentalna, pełna ciekawostek i – również – portretów „gwiazd” demosceny. Autorzy pozwalają czytelnikom wejść w przestrzeń zwykle niedostępną. Tom ważny będzie szczególnie dla tych, którzy pamiętają klimat Commodore’a, Atari czy ZX Spectrum – młodszym czytelnikom pokaże natomiast, jak u zarania dziejów (komputerowych) funkcjonowali programiści – i jak można było zrobić karierę w tym środowisku. Barwna (nie tylko w warstwie ilustracyjnej) książka przynosi sporo wiadomości – ale z perspektywy jednego wspominającego.

Jeśli ktoś miałby ochotę zgłębiać – już po szkolnych latach – tajniki fizyki, może sięgnąć po tom „Jak nauczyć teorii względności swojego psa” (Prószyński i S-ka). Chad Orzel zajmuje się popularyzowaniem tej dziedziny wiedzy i wybiera tym razem – żeby zaintrygować odbiorców – motyw rozmów z Emmy, swoim czworonogiem. Emmy na początku zadaje naiwne (albo bardzo celne) pytania, wszystko przekłada sobie na koty z sąsiedztwa lub psich towarzyszy zabaw. Chad cierpliwie wyjaśnia jej szczegóły teorii względności, rozwiewa wątpliwości i zachęca do samodzielnego myślenia. Z czasem jego wywody – w partiach dialogowych dość humorystyczne – przechodzą w wykład popularyzatorski. Książka dotyczy trudnego zagadnienia, ale przedstawionego tak, by jak najszersze grono odbiorców mogło z tomu skorzystać. Warunek: trzeba nie bać się fizyki, czasami należy bowiem prześledzić jakiś dowód albo tok rozumowania, żeby pojąć treści przedstawiane przez autora.

Dla fanów klasyki komiksowej – kolejny zeszyt przygód Lucky Luke’a. „W górę Missisipi” (Egmont) to tom przygotowany jeszcze przez duet Morris-Goscinny – i wykorzystujący charakterystyczny schemat doświadczeń samotnego kowboja. Tyle tylko, że tym razem Lucky Luke pomaga wygrać pojedynek – wyścig po rzece – uczciwemu kapitanowi. Jego przeciwnik nie przebiera w środkach, jest zresztą byłym piratem i nieobce są mu nieuczciwe zagrywki. Lucky Luke – wyborny strzelec i bohater, który potrafi przewidywać niebezpieczeństwa – w pełnej humoru potyczce bardzo się przyda. To opowieść dla dzieci, ale i dla dorosłych fanów cyklu.

Izabela Mikrut