Jest taka książka, która analizuje więź matki z dzieckiem, dostarcza rozrywki na bazie thrillera psychologicznego, ale mimo niezbyt rozwiniętej fabuły podsuwa celne oceny relacji międzyludzkich. Alex Sinclair na pierwszy rzut oka w „Szóstym piętrze” (Prószyński i S-ka) maksymalnie upraszcza sobie rzeczywistość powieściową. Oto Erica, samotna matka, ostatni raz wyrusza do mieszkania swojego byłego męża po zapomnianą przez czteroletnią córkę zabawkę. Po drodze do przesadnie strzeżonego apartamentu kobieta zacina się w windzie i wtedy traci z oczu swoją Alice: dziewczynka ucieka w panice przez szparę w drzwiach. To w pełni zrozumiałe: mała od początku boi się wind, być może ma to związek z traumą matki. Erica stara się odzyskać dziecko, jednak napotyka na kolejne przeszkody w postaci opieszałych służb specjalnych czy niezbyt skorych do pomocy pracowników budynku. I to najsłabszy punkt opowieści: z niezrozumiałych względów nikt nie przejmuje się przesadnie histerią zrozpaczonej matki. Erica rusza w pościg za córką, ale w żadnym momencie nie może stwierdzić, czy ci, którzy deklarują pomoc, faktycznie na coś się przydadzą, czy dołączą do potencjalnych wrogów. Akcja nie przenosi się poza budynek, wszystko dzieje się w obrębie apartamentowca – a jednak autorowi udaje się budzić grozę i nawiązywać do największych koszmarów młodych matek. Chociaż wykorzystuje motyw dość oczywisty i przewidywalny, ma pomysł na puentę książki: tym naprawdę zaskakuje i sprawia, że po tom warto sięgnąć, nawet jeśli niespecjalnie ceni się thrillery.

Ci odbiorcy, którzy lubią teksty Zygmunta Baumana, mogą teraz jeszcze raz wrócić do najbardziej osobistych wyznań tego autora na różne tematy. „Bauman. Czynić swojskie obcym” (Wielka Litera) to zestaw krótkich rozmów, jakie z socjologiem przeprowadził Peter Haffner. Dotyczą one spraw fundamentalnych, miłości, życia, szczęścia, religii (wyznania), władzy, społeczeństwa czy historii. Za każdym razem Zygmunt Bauman prezentuje kilka refleksji, nad którymi warto się pochylić – a następnie przechodzi do opowiadania o własnych doświadczeniach, rodzinie i bliskich, którzy doprowadzili go do określonych przekonań. Jest w tej książce szczery, ale też i potrafi przekonać do siebie osobistymi wstawkami. To tom typowo popularyzatorski, trafiający do szerokiej publiczności. Nie znajdzie się w nim precyzyjnych komentarzy (choć adresy bibliograficzne i owszem), ani przedstawianych krok po kroku mechanizmów funkcjonowania w społeczeństwie – mimo to warto.

Kto szuka felietonów o kulturze przesyconych ciekawostkami – z dość niszowej dziedziny – powinien sięgnąć po „Gawędy o operze” (PWN) Jacka Marczyńskiego. Tom wypełniony krótkimi i bardzo zgrabnymi tekstami może się spodobać zwłaszcza tym, którzy planują rozpocząć przygodę z dziełami operowymi i chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej o gatunku oraz o samych twórcach. Marczyński pisze z humorem i wyczuciem puent, przekona więc bez trudu do siebie odbiorców nawet rekrutujących się spoza publiczności operowej.

Na rynku literatury dziecięcej ukazuje się klasyczny tom zbierający wszystkie opowiadania o rodzinie Armitage’ów. „Ogród do składania” (Dwie Siostry) autorstwa Joan Aiken to triumf wyobraźni. Oto małżeństwo, które do „żyli długo i szczęśliwie” dokłada sobie życzenie, by – nie nudno. Od tej pory w poniedziałki (ale nie zawsze w poniedziałki i nie we wszystkie poniedziałki) w ich domu dzieje się coś dziwnego, nieprzewidywalnego i zaskakującego. Obszerna książka dostarcza sporo radości, ale przynosi też zestaw naprawdę udanych literacko opowiadań oraz pomysłów, które pokazują, że w twórczości dla dzieci nie trzeba wcale infantylnych rozwiązań. Joan Aiken pisze znakomicie i jest szansa, że taka lektura połączy pokolenia.

Izabela Mikrut