Jest taka książka, którą zachwycą się zwłaszcza ci dorastający w latach 70. i 80. XX wieku, jak również odbiorcy zainteresowani polską szkołą ilustracji. „Ilustratorki, ilustratorzy. Motylki z okładki i smoki bez wąsów” (Marginesy) to zestaw reportaży dotyczących najważniejszych twórców ozdabiających nie tylko książeczki dla dzieci w czasach PRL-u. Barbara Gawryluk stara się dotrzeć do mistrzów ilustracji – albo do ich rodzin – i poznać sekrety zawodu. Pyta między innymi o istotę tworzenia dla najmłodszych, sprawdza, jakie techniki czy style były autorom najbliższe – i jakie wyzwania przynosiła im siermiężna rzeczywistość, zwłaszcza gdy efekty pracy były niweczone przez drukarnie. Rejestruje Gawryluk dokonania, dowiaduje się, co stało się z oryginałami prac. Odnotowuje autorytety dla ilustratorów i nazwiska decydujące o karierze. Jednak chociaż to przynosi odbiorcom sporo interesujących wiadomości, nie jest z ich punktu widzenia koniecznie największą wartością: po każdym rozdziale pojawia się natomiast kilka rozkładówek z wybranymi okładkami czy ilustracjami. Nagle uruchamia się szereg wspomnień: nawet jeśli ktoś nie pamięta personaliów grafików (mało kto zwraca na to uwagę, ale dzieci zapamiętują same obrazki), natychmiast skojarzy ulubione lektury. I to staje się właściwą sentymentalną podróżą w przeszłość.

Prawdziwą podróż w przeszłość funduje też czytelnikom – fanom literatury małych ojczyzn – Oswald Menzel, który w tomie „Chłopskie życie, czyli przygody krowiarczyka Otto” (Atut) przedstawia autobiograficzną relację wtopioną w losy nastolatka i przerwaną przez wielką historię. Bohater jeszcze jako dziecko opuszcza dom rodzinny i trafia na służbę do gospodarza na wsi na Dolnym Śląsku (rzecz dzieje się na początku XX wieku). Menzel opisuje bardzo dokładnie zwyczajne życie – i rzeczywistość, która już nie istnieje – nie sili się na wymyślne fabuły, precyzyjnie za to prowadzi przez meandry codzienności: mimo to jest w stanie wstrząsnąć czytelnikami przez ładunek emocjonalny w opisach. Jest uważny zarówno w przedstawianiu sfery obyczajowej, jak i realiów – pokazuje, jak faktycznie wyglądało wkraczanie w dorosłość i dba o przekazywanie tradycji.

Jun’ichirō Tanizaki stworzył „Miłość głupca” (PIW) przed (prawie) stu laty, a jednak dzisiaj ta książka wpisuje się w modę na śmiałe powieści obyczajowe – i jako literatura piękna nie traci na atrakcyjności nawet mimo dość przewidywalnego motywu fabularnego. Oto pewien mężczyzna bierze pod opiekę nastolatkę: pragnie ją wychować i przysposobić do roli dobrej, a nawet idealnej żony. Na początku deklaruje zresztą czystość uczuć: chce obserwować Naomi i sprawdzić, czy uda się wykreować ją na wymarzoną partnerkę. Szybko okazuje się, że dziewczyna przejawia talenty w zupełnie innych dziedzinach, niż w wyobraźni mężczyzny: sprawdza się zwłaszcza w łóżkach kolejnych kochanków. I tylko mąż-głupiec nie chce przyjąć do wiadomości faktów. W tej historii powody komizmu wydają się nieco przebrzmiałe, jednak styl w dalszym ciągu zachwyca.

Do przeszłości i stylizacji w wersji dla dzieci sięga też Nikola Kucharska, która w „Zaginionej wyspie” (Nasza Księgarnia) bawi się podwójną obrazkową narracją. To, co aktualne, to komiksowa przygoda ilustratorki Nikoli – zestresowanej pracą i szukającej natchnienia. Nikola trafia na bezludną wyspę, a na wyspie znajduje prawdziwy skarb: dziennik uczonego, Alojzego Rzepy. Ów badacz (wyimaginowany) prowadzi obserwacje na wyspie, na którą trafił. Przedstawia plemiona zamieszkujące wyspę, dziwne zwierzęta, tradycje i charakterystyczne motywy – wszystko ozdabia precyzyjnymi rysunkami i to druga narracja obrazkowa. Autorka wybiera zatem dwa skrajnie różne style i w picture booku tworzy historyjkę obrazkową obok pastiszu. Imponuje odbiorcom jakością wykonania zwłaszcza dziennika Rzepy – pokazuje też nowy kierunek w autorskich tomikach obrazkowych.

Izabela Mikrut