W ostatnim czasie Katowice były centrum walki ze sportowym dopingiem. Kongres Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) był okazją do spotkań, rozmów i wymiany doświadczeń, choć cele nadrzędne miał dwa – ustanowienie kodeksu antydopingowego oraz oficjalne powołanie Witolda Bańki na szefa tej organizacji. Minister Sportu Turystyki pochodzi z Tychów, więc pewnie cieszy się ogromnie, że taki zaszczyt spotkał go właśnie w śląskiej stolicy. Nie ma jednak co ukrywać, że zadanie czeka go wiele trudniejsza, bo każdy ze sportowców przyznaje, że oszuści zawsze są krok przed kontrolerami, a sposoby działania pozaprawnego są tak rozmaite, że coraz trudniej je ujawniać. Polska Agencja Antydopingowa, podobno, ma się czym pochwalić, bo działa jako jedna z prężniejszych, ale toi tak kropla w morzu potrzeb. Szef POLADY nie tuszuje rzeczywistości, wyraźnie podkreślając, że udaje się złapać 1 – słownie JEDEN – procent dopingowiczów. Zgadzam się z Anitą Włodarczyk, która zastanawia się co ma na celu stosowanie środków zakazanych, bowiem wysokie nagrody zazwyczaj trzeba podzielić między kilka osób (zawodnicy, lekarze, trenerzy itp.), a koszty leczenie w późniejszym czasie znacznie je przewyższają. Do tego dochodzi aspekt moralny. Czy owy oszust ma wyrzuty sumienia, gdy staje na podium, czy jego organizm jest już tak przetrzebiony farmakologicznie, że wyprany mózg nie odbiera ludzkich odruchów? Pewnie nigdy tego się nie dowiemy i pewnie nigdy nie uda się dopingu wyeliminować. WADA była jest i będzie potrzebna, żeby, przynajmniej czasem, ktoś wystraszył się, że może zostać złapany i wytykany palcami. Technologia postępuje, pomysły są rzeczą ludzką i rodzą się na potrzeby chwili, ale czasem trzeba zastanowić się, czy warto? Szczególnie mam tutaj na uwadze amatorów. Bo niestety, ten proceder, coraz częściej, dotyka właśnie tych, którzy z kontrolami nie mają nic wspólnego. Tutaj nie ma gigantycznych nagród, ani wysokich premii. Nie wiem, czy większe mięśnie są tego warto by się faszerować, albo, czy przebiegnięcie maratonu z życiówką poprawioną o 10 minut daje aż taką satysfakcję. Jestem przekonany, że nic tego nie wynagrodzi. A jeżeli czasem uda się wygrać jakiś zakład, to proszę pamiętać, że, w tym samym momencie, przegrywacie zakład o Wasze zdrowie, a może nawet coś więcej!

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice