Pablo to Hanys z krwi i kości. Urodzony w Świętochłowicach, całe dzieciństwo – i trochę więcej – przeżył w Rudzie Śląskiej. Większą część tego czasu zajęło mu pływanie. Był zawodnikiem UKS Kochłowiczanka, nieistniejącego już klubu założonego przez Piotra Jędrzejczaka, ojca Mistrzyni Olimpijskiej Otylii.

Wielokrotnie brał udział w mistrzostwach Polski. Szału z tego pływania nie było i gablota na medale pozostała pusta. Poszedł, a raczej popłynął w ratownictwo wodne i tu cała historia bierze początek.

Kiedy postanowił postudiować na Politechnice Śląskiej, to był to raczej przyczynek do dobrej zabawy niż do pogłębiania wiedzy, choć tu mogę się mylić.

Odwiedził w tym czasie „naście” krajów w ramach programów europejskich. Sadził lasy w Portugalii, wybrał się z osobami niepełnosprawnymi na Sycylię, imprezował ze studentami w Grecji, Turcji czy Rumunii.

Pewnego razu postanowił wyjechać do USA, gdzie w Karolinie Południowej pracował jako ratownik wodny. Przypadkowo, dla zabawy, zajął drugie miejsce w zawodach stanowych, czym wprawił w osłupienie wszystkich znajomych w kraju, rodziców, a przede wszystkim samego siebie.

Potem już historia nabrała tempa. Praca jako ratownik na statkach Walta Disneya i Royal Caribbean pozwalały mu zwiedzić większą część świata.

Co nie udało się w ramach pracy, zaliczał na urlopach. Choć kartki z Kilimandżaro, RPA, rosyjskiego Elbrusa czy gór Argentyny do rodzinnego domu nigdy nie dotarły.

Kiedy znudziła mu się praca na statkach, jako ratownik, ale i instruktor nurkowania, osiadł na chwilę w meksykańskim Cancun, gdzie nurkował z turystami wśród raf koralowych, oferując swoje usługi jako „Pablo 200bar”.

Pewnego pięknego dnia postanowił jednak zmienić klimat i w ciągu tygodnia przeniósł się na Islandię, gdzie nadal nurkuje – ale tu woda ma nie 24, a w porywach 3 stopnie. Wody na Islandii nie tak kolorowe jak w ciepłych częściach świata, to też Pablo, po pierwsze – przytulił się do Marty, a po drugie – postanowił zdobyć jeszcze jedną odznakę sprawnościową i został przewodnikiem na islandzkich lodowcach, zaliczając po drodze prawo jazdy na prawdziwy wielki autobus.

Pandemia koronawirusa mocno ograniczyła jego możliwości zarobkowania, ale nie zahamowała wyobraźni i chęci poznawczych. Co rusz można spotkać szaloną parę w różnych częściach Islandii.

W przerwach między wyprawami Pablo nagrywa podcasty.

Oto pierwszy z nich, opowiadający historię islandzkich Elfów.

Ten podcast w wersji oryginalnej i kolejne odcinki znajdziecie tu.

Wybierasz się na Islandię? Pablo odpowie na twoje pytania pawel@troll.is