Przed meczem byłem pełen nadziei. W końcu to na swoim owalu miały spotkać się najbardziej utytułowane drużyny żużlowe w Polsce. Co prawda beniaminek z dwunastoma tytułami i to w dawnych czasach. I może właśnie tu jest problem? Bo tak jak sektor czwarty jestem za drużyną całym swoim sercem, tak nie brak mi obiektywizmu. Co z tego, że drużyna ma trenera, który chciał by zrobić wszystko tak żeby zagrało, kiedy nie może się przebić przez skostniałą strukturę klubu. Ale o tym później. Teraz pokuszę się o opis tego co działo się dziś na rybnickim owalu.

Jeśli początek meczu napawał jako takim optymizmem, to później było już tylko źle, albo bardzo źle. Gdyby odjąć punkty jedynego Rekina -15 – to w dorobku płotek pozostało by niewiele więcej, bo 19. Bogu dzięki za tego zawodnika. Inaczej trzeba by się wstydzić jak cholera. Wiadomo było, że formacja juniorska cienko przędzie. Wiadomo było, że skład jest jaki jest. Cudów nikt nie oczekiwał. Ale walki na swoim torze? Przypomnijmy co do niedawna działo się w Grudziądzu.

Grudziądz to była twierdza niezdobyta. Na wyjazdach albo przegrywali albo remisowali. Prawie dwadzieścia jeden lat czekali na zwycięstwo na wyjeździe. I w końcu zrobili to. Ale kto przyjeżdżał do Grudziądza to mógł liczyć co najwyżej na remis. Dlaczego tak nie jest w Rybniku?
No niech mi ktoś mądry odpowie na to pytanie.
A teraz moje dywagacje na ten temat. Kto robi tor? Czy ktoś słucha się trenera? W końcu po coś zatrudnili tego człowieka. Co robi Prezes w parku maszyn? Czy tajemniczy korytarz bez podsłuchów jest potrzebny? Jasny gwint, Prezesie!!!! Nie chodzi mi tu o Pana zaangażowanie, bo tego można tylko Panu pozazdrościć. Ale niech pan spojrzy na to z dystansu. Zatrudnił Pan trenera z doświadczeniem. Może w końcu podporządkujmy mu wszystko. Od robienia toru, po dobór zawodników i decyzje w czasie meczu!!! Niech będzie tak, że co powie trener to święte!!! I na nic się zda odwoływanie do Prezesa.

Kolejna sprawa, która mnie odrobinę boli. I wiem, że tu poruszę gniazdo szerszeni.
Bracia Skupieniowie, Andrzej Wyglenda. Tak to są legendy klubu, które sobie na to zapracowały. Mój szacunek do tych Panów jest wielki. Zrobili dla żużla tak wiele, że nie sposób im odmówić miejsca na piedestale. Ale czy nie najwyższy czas posłać ich na balkon, z cygarem i koniaczkiem? Myślę, że tam w specjalnej loży, stanowili by nie lada gratkę dla telewizji jako komentatorzy.
Tak tak Panie Prezesie, czas wpuścić trochę świeżej krwi. Ma Pan do tego pełne prawo i nikt na Pana nie będzie się gniewał. A choć by nawet, to chyba jest Pan na tyle odporny i zależy Panu, żeby żużel w Rybniku świętował sukcesy.

I jeszcze:

– Co z Kacprem Woryną? Nie może być tak, że z dnia na dzień zapomniał jak się jeździ. Błędy na dystansie, brak mocy?

– Milik? Widać, że chce ale jakoś ,,szafy” pod tyłkiem nie bardzo grają.

– Łogaczew, chłopak ma serce do walki, ale czy czuje ekstraligę? Może jakaś pomoc mentalna, a może lepszy sprzęt?

– Szczepan pokutuje za swoją wypowiedź?

Jedno jest pewne, w drużynie nie potrzeba zmian. Tam potrzebny jest spokój. Ale zmiany, moim zdaniem, są potrzebne wokół drużyny. Inaczej będzie to chów wsobny z całymi konsekwencjami.

Z troski o rybnicki żużel, podpisany z imienia i nazwiska
Krzysztof „Waluś” Walkowiak