Raz dwa trzy, próba felietonu pierwszolistopadowego. O twórcach, którzy odeszli przedwcześnie, a którzy byli z Chorzowskim Teatrem Ogrodowym, kiedy tylko się dało. Pierwszy z nich to Piotr Bikont. Pierwszy raz na ChTO pojawił się ze Stowarzyszeniem Teatralnym Badów w piątym sezonie, w 2011 roku i od tamtej pory był stałym gościem letniego festiwalu. Jego propozycje teatralne bardzo dobrze wpasowywały się w program ChTO: Piotr Bikont udowodnił, że nie trzeba być związanym z wielkim ośrodkiem w Warszawie czy Krakowie, żeby robić własny dobry teatr. Zresztą, sam podkreślał, mówiąc o początkach zespołu: „Był taki czas, że mimo ogromnej potrzeby tworzenia spektakli teatralnych, nie mogłem znaleźć dyrektora teatru, który chciałby mi to umożliwić. Byli jednak aktorzy, którzy chcieli ze mną pracować, choćby i za darmo”. Kameralne komedie w powiązaniu z dobrym jedzeniem – z tego na pewno widzowie pamiętają początki Badowa w Chorzowie. Rozbudzony umiejętnie apetyt na sztukę sprawił, że również obecnie teatromani nie przegapiają żadnej wizyty Teatru Badów im. Piotra Bikonta (nazwa funkcjonuje od 2018 roku) w ChTO. Spektakle z Badowa cechują się dobrymi literackimi tekstami i niesztampowymi rozwiązaniami adaptacyjnymi: wielka w tym zasługa Piotra, który nigdy nie bał się iść pod prąd teatralnych mód. W 2015 roku tłumaczył w gazecie festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego „Sztajgerowy Cajtung”: „Ja nie dobieram współpracowników do projektu, tylko na odwrót, dobieram projekty do potrzeb i możliwości zespołu. Każda następna praca z tym samym aktorem to szansa na kolejny krok do przodu, i dla niego, i dla mnie. To w twórczości zespołowej, jaką zawsze jest teatr, jest najciekawsze i najbardziej twórcze: iść dalej”. Konsekwentnie prowadzony zespół kontynuuje pomysły Bikonta – pozostaje wierny wizji teatru, którą ten twórca wniósł i rozwija się, sięgając do proponowanych stylów i konwencji. Joanna Fidler-Sierzputowska i Paweł Pabisiak podkreślają: „Pracowaliśmy z Piotrem przez 12 lat i przez ten czas wypracowaliśmy wspólny język teatralny. Nie sposób się od tego odciąć, czego chyba nie chcielibyśmy, bo jest to nasz oryginalny, na swój sposób specyficzny język. Więc tak, kierujemy się tym, czego wspólnie się od siebie nauczyliśmy, choć bezsprzecznie Piotr był dla nas mentorem i to on rozstrzygał, jaka będzie wersja ostateczna naszych przedstawień”. Piotr Bikont nie bał się oryginalności ani odchodzenia od zabiegów oczywistych. Pozwalał aktorom na ciągły rozwój, stawiając przed nimi trudne zadania, prawdziwe aktorskie wyzwania, które do teraz procentują w kolejnych produkcjach z Badowa.

W Chorzowskim Teatrzyku Ogródkowym, czyli spektaklach dla najmłodszych widzów, ogromną rolę odegrał Marek Wit, aktor związany ze Śląskim Teatrem Lalki i Aktora Ateneum: w małym ChTO pojawiał się w zespołach Teatr DiM lub Teatr Marka Wita, zawsze oferując małym odbiorcom interaktywną zabawę na scenie. W „Sztajgerowym Cajtungu” opowiadał o pomyśle na spektakle z najmłodszymi tak: „Dzieci, bawiąc się w domu zabawkami, mówią teksty i tworzą zupełnie nieświadomie teatrzyk lalkowy. Wymyśliłem więc taką formę spektakli, w których mogą czynnie brać udział, animując prostymi kukiełkami, rekwizytami, powtarzając za mną kwestie, a nawet śpiewając proste melodie”. Zaznaczał też „Każdy spektakl jest niepowtarzalny, jedyny, bo odzwierciedlający różnorodność predyspozycji aktorskich dzieci, ich śmiałość w przełamywaniu tremy, pomysłowość, inwencję twórczą czy też różnorodność temperamentów”. Dość wspomnieć, że idee zaszczepione w małym ChTO przez Marka Wita pozostały do teraz i są realizowane choćby w ramach Dziecinady.

Naczelny Ogrodnik

Sergiusz Brożek