Raz dwa trzy, próba felietonu. Sierpniowe piątkowe wieczory w 2007 roku były prawdziwym testem na to, czy chorzowskiej publiczności teatralnej spodoba się wakacyjny festiwal. Wtedy jeszcze nie istniała moda na przeglądy i imprezy okołoteatralne organizowane przez każdy niemal ośrodek kultury, trzeba zatem było wybadać możliwości i znaleźć formułę, która najlepiej sprawdzi się w ramach letniego relaksu. Pierwszy pomysł, żeby spektakle odbywały się pod chmurką, został zweryfikowany bardzo szybko, a to ze względu na zbyt duże chmurki: dzisiaj to oczywiste, zbyt wiele teatrów ma w swoim repertuarze propozycje, które wymagają choćby zaciemnienia sceny – nie mówiąc już o całej sferze technicznej, często nie do zrobienia na plenerowych scenach. A wyzwanie było spore. Hasłem przewodnim pierwszego sezonu Chorzowskiego Teatru Ogrodowego był „wakacyjny teatr z piosenkami”, więc królowały tu spektakle muzyczne. Na początek „Pomalu a jeszcze raz”, spektakl napisany przez Igora Šebo specjalnie dla Teatru Rozrywki – i dla grupy przyjaciół. Na scenie: autor, Robert Talarczyk oraz dwie wspaniałe śpiewające aktorki, Maria Meyer i Elżbieta Okupska. Po prostu: hit na otwarcie. Nie mogło zabraknąć także Korezowej „Komety” – czyli śpiewanego spektaklu złożonego z piosenek Jaromira Nohavicy (tu do Okupskiej i Talarczyka dołączyli Mirosław Neinert i Iwona Loranc). Humor i absurd zza południowej granicy sprawdziły się doskonale, więc naturalnym krokiem było zaproszenie „Historii Petra Zelenki”: przez publiczność w niemal każdym miejscu przyjmowane entuzjastycznie. Tomasz Schimscheiner sprawdził się w roli pornogwiazdy – w opowieści, w której reality show stał się kluczem do odczytania wymowy spektaklu. Piąty wieczór należał do Violetty Smolińskiej oraz towarzyszących jej muzyków, bluesmanów, w tym Romana „Pazura” Wojciechowskiego w roli barmana, który wprowadzał dialogowy charakter spektaklu dzięki harmonijce ustnej. „Kobieta bez instrukcji” to monodram bluesowy. Pięć wydarzeń, starannie dobranych i zaostrzających apetyty na więcej. Nie mogło zatem skończyć się na jednym sierpniu.

Pierwszy sezon Chorzowskiego Teatru Ogrodowego był trochę poligonem, na którym kształtowały się późniejsze wydarzenia. Okazało się, że mimo wakacyjnych przerw w teatrach instytucjonalnych (a może właśnie z ich powodu) da się przyciągnąć teatralną publiczność i przekonać, że warto z Chorzowskim Teatrem Ogrodowym zostać na dłużej. Już w tym czasie stało się jasne, że na festiwalu nie będzie miejsca dla wielkoformatowych fars, za to spektakle muzyczne dobrze się sprawdzą. Ale kwintesencją ChTO miały się od tej pory stać kameralne i mądre komedie – to wyznacznik, którego trzymam się od lat. I który – nawiasem mówiąc – docenia też publiczność nie tylko z Chorzowa.

Z pierwszego ChTO można jeszcze obejrzeć „Kometę czyli ten okrutny wiek XX” według Jaromira Nohavicy w Teatrze Korez: rzadko grana, ze względu na konieczność zgrania terminów wszystkich występujących – i w nieco zmienionym składzie: Roberta Talarczyka zastąpił Artur Święs, który radzi sobie równie genialnie i bawi się nie tylko muzyką, ale też scenicznymi kreacjami. Zamiast Iwony Loranc w „Komecie” błyszczy Anita Sajnóg, wokalistka zespołu Pilar. Święs i Sajnóg tworzą parę „młodych” – starych nieodmiennie kreują Okupska i Neinert. Najbliższa „Kometa” 11 listopada o 19:00, warto się wybrać, bo grana jest sporadycznie. Ale to spektakl, który i dzisiaj równie dobrze sprawdziłby się na scenie Chorzowskiego Teatru Ogrodowego: nie starzeje się i nie słabnie jego wymowa. Wielka tu zasługa Jaromira Nohavicy, który ujął w swoich pieśniach głębokie prawdy na temat człowieka wobec wielkiej historii.

Zapraszam,

Naczelny Ogrodnik Sergiusz Brożek

Zdjęcie autorstwa Neale LaSalle Pexels