Przywołany powyżej tytuł filmu Marka Piwowskiego, z pewnością, zasugerował Państwu o czym dziś będzie. Zeszłotygodniowa sprawa pobicia fińskiego hokeisty GKS Katowice przed planowanym meczem z JKH, wstrząsnęła, nie tylko, sportowym środowiskiem. W naszej, szarej rzeczywistości zaczęliśmy – niestety- przyzwyczajać się do tego, że agresji na ulicach jest sporo. Że między sobą tłuką się kibole już nam spowszedniało, ale przyjdą takie czasy, gdy lać będą sportowców? Takie rzeczy tylko w Polsce.

Po blisko tygodniu od sprawy, nie ma sensu rozpisywać się o szczegółach zdarzenia, warto jednak pochylić się nad samym faktem zajścia.

Infrastruktura polskich lodowisk, może poza Gdańskiem, jest taka, że sportowcy nie mają wewnątrz miejsca by rozgrzewać się „na sucho”. Większość, to bryły z kilkoma szatniami i taflą w środku, ale trudno mieć pretensje do projektantów, że nie spodziewali się idiotów grasujących na pobliskich ulicach.

Nie można mieć zarzutów do Turtiainena, że, przyzwyczajony do fińskiej normalności, spokoju i ciszy zakładał, że może koncentrować się tylko na meczu, a nie obserwacji, czy ktoś na niego nie czatuje. Fizycznie, nic poważnego się nie stało, ale hokeista przez długi czas był w sporym szoku, a, podobno, do dzisiaj miewa lęki podczas przebywania poza mieszkaniem.

Bez winy są również ci z JKH, bo działo się to poza lodowiskiem, a tam za bezpieczeństwo odpowiadają służby takie jak policja. Pobiciu nie zapobiegła, ale, na szczęście, wykazała się błyskawicznym działaniem i szybko winnego złapała. A atakował podobno piętnastolatek. Chłopiec, młodzian, a może nawet dziecko. Sam pewnie na tak idiotyczny pomysł by nie wpadł, więc zakładam, że jednak ktoś tym pokierował. Jestem przekonany, że już wie, że uderzył Fina, zatem tylko kwestią czasu jest, gdy zamieszkujący Laponię, rodak ofiary, zjawi się ze sporą rózgą.

Być może, gdy Państwo to czytają, już zapadł werdykt dotyczący zakończenia sportowego aspektu hokejowego meczu. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że JKH GKS mógł bardzo wiele wygrać, a prawie wszystko stracił. To moje prywatne zdanie, ale uważam, że jastrzębski klub, jeśli nie w tym, samym, to już następnego dnia powinien oświadczyć, iż proponuje nowy termin spotkania. Tym, włodarze klubu, pokazaliby, że walczą z bandyterką, scalają hokejowe środowisko i walczą fair play. Łatwo jest napisać komunikat o stanowczym sprzeciwie, ale należy też podejmować próby działania. Wszak z incydentem i jastrzębianie i katowiczanie mieli dokładnie tyle samo wspólnego, a nie broniąc GieKSy, uważam, że odmówienie gry było jedyną możliwą decyzją. Oczekiwanie na to, co zrobi Polska Hokej Liga, pokazuje, że w hokeju jedności wciąż nie ma. Szkoda.

Na koniec przyznam, że długo, nomen omen, biłem się z myślami, czy, w tym tygodniu, kilka zdań poświęcić, naszym, fenomenalnym lekkoatletkom, czy wydarzeniu spod jastrzębskiego lodowiska. Decyzję podjąłem z kilku powodów, ale najważniejszy jest jeden. Wierzę, że o „Świętej” i reszcie jeszcze będzie okazja wspomnieć, bo wiele sukcesów jeszcze przed nimi, a mam nadzieję, że takich wydarzeń jak pod Jastorem już nigdy nie będzie!

Zdjęcie autorstwa Markus Spiske temporausch.com Pexels

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice