Raz dwa trzy, próba felietonu. O początkach. Pierwszy „skecz małżeński” (później już zawsze swoje teksty Stefania Grodzieńska nazywała „kawałkami”) napisała – jak twierdzi – dla zabawy. Nie mogło być inaczej, skoro obracała się w rewiowych teatrach, uwagę zwrócił na nią Jerzy Jurandot, a sama pozostawała pod wielkim wrażeniem legendarnego konferansjera, Fryderyka Jarosy’ego. Ale być może pomógł w tym przypadek. Grodzieńska jako girlsa trafiła do programu Jarosy’ego i nawet doczekała się solowego występu (co dla tancerek było niezwykłym wyróżnieniem), zapowiadał ją wówczas sam mistrz. Kariera już miała zacząć nabierać tempa, Stefania Grodzieńska pojawiała się w kolejnych numerach jako solistka, planowany był jej taniec – rumba – na stoliku – ale podczas prób skręciła nogę. Łatwo sobie wyobrazić rozpacz młodej dziewczyny. Zapłakaną piplaję pocieszał – nieskłonny ogólnie do sentymentów – Fryderyk Jarosy, obiecując rolę mówioną w najbliższym programie. Tak też się stało, wyjątkowy konferansjer nie rzucał słów na wiatr, miał też nosa do artystów, z których wydobywał to, co najlepsze.

Sama Grodzieńska o literackim debiucie pisze tak:

Dla zabawy napisałam skecz małżeński. Dla zabawy również przeczytałam go Jurandotowi, który kazał mi iść z tym do Jarosyego. Kiedy się wahałam, powiedział:

– Najwyżej cię wyśmieje, a do tego chyba zdążyłaś się przyzwyczaić.

Dając skecz Jarosyemu, wyjąkałam:

– Tylko błagam o jedno: jak już dyrektor to wyrzuci do kosza, żeby mi dyrektor nie dokuczał. Tak jakby nigdy nie było żadnego skeczu, dobrze?

Jarosy mruknął, żebym go nie uczyła, jak się ma zachowywać. Po kilku minutach zawołał mnie.

– Słuchaj, szarpió. W następnym programie gram to z Żelichowską, ale jeden warunek: ona nie może się dowiedzieć, kto to pisał. Rozumiesz, że nie zgodziłaby się nawet rzucić okiem na tekst piplai.

Skecz szedł z trzema gwiazdkami zamiast nazwiska autora, a Jarosy wyjaśniał, że jest nim znany pisarz, który zastrzegł sobie incognito.”

Ów skecz można przeczytać w tomie „Urodził go Niebieski Ptak”, skąd zresztą pochodzi także ten cytat. To małżeńska sprzeczka oparta na prostym pomyśle: przysypiający mąż i żona, która gorączkowo szuka mało ważnych tematów, żeby nakłonić ukochanego do wyjścia na bal. Gotowy do grania bez przeróbek – ale i do dostosowywania do różnych czasów: był przez autorkę modyfikowany po wojnie. Kiedy jednak Stefania Grodzieńska odkryła, że poza odtwarzaniem tekstów satyryków może zająć się również wymyślaniem scenek – bardzo zaangażowała się w rozśmieszanie społeczeństwa. Już wkrótce mogła konkurować z najlepszymi.

Artystyczne sukcesy Stefanii Grodzieńskiej jako satyryka płynęły również z treningu twórczego: podczas wojny Jarosy mógł zająć się indywidualnym „szkoleniem” doskonale rokującej autorki: ucieczka w humor była sposobem na odreagowanie lęków. Z pierwszego skeczu pozostała jednak tematyka, którą Grodzieńska bardzo chętnie realizowała: sceny małżeńskie to wdzięczny motyw jeśli chce się budzić ponadczasowy śmiech. Nic dziwnego, że Grażyna Barszczewska – która zajęła się przygotowaniem scenariusza do spektaklu „Sceny niemalże małżeńskie Stefanii Grodzieńskiej” uznała, że i dzisiaj mogą zrobić furorę wśród widzów. Zapraszam 12 października o 17:00 do Teatru Korez w Katowicach. Bilety są jeszcze dostępne w sieci ticketportal.

Naczelny Ogrodnik

Sergiusz Brożek