W Łodzi trwają właśnie Mistrzostwa Europy siatkarek. O! Przepraszam. Nie, nie w Łodzi. Trwają w Łodzi, Ankarze, Bratysławie i Budapeszcie. Znakiem czasów jest fakt, że największe światowe imprezy w grach zespołowych rozgrywane są nie w jednym, a co najmniej w dwóch, a najlepiej w większej ilości miast. Tak samo było już w przypadku mistrzostw w koszykówce (już dwa razy z rzędu gospodarzami były 4 kraje), w piłce ręcznej (za rok będą 3), piłce nożnej etc. Zresztą futbolowa federacja przejdzie do historii, bowiem już za rok, mistrzostwa Starego Kontynentu rozgrywane będą w 12 państwach! Głupota!

Decydenci tłumaczą się powiększeniem grona uczestników do niewyobrażalnych wręcz rozmiarów, a co za tym idzie obiektów też potrzebnych jest więcej. To jednak mydlenie oczu. Jak nie wiadomo o co chodzi…

Z jednej strony wyraźnie widać, że chętnych by organizować podobne imprezy jest coraz mniej, bo to kosztuje, ale z drugiej strony oczywiste jest, że najwięcej na tym wszystkim zarabiają międzynarodowe federacje poszczególnych dyscyplin,. A najbardziej traci na tym kto? Oczywiście zwykły kibic. Weźmy, na przykład, piłkarskie Euro 2020. 12 państw, 24 drużyny, miesiąc grania. Terminarza jeszcze nie ma, ale niewielu będzie takich, którzy będą podróżowali za swoją drużyną po całej Europie. Z Baku do Dublina, z Dublina do Petersburga, później Bilbao, Londyn itd. Jasne, piłkarze jednej reprezentacji też nie będą grali wszędzie, ale już znalezienie siatki połączeń plus noclegów będzie albo niemożliwe, albo wręcz kolosalnie drogie. Ktoś, kto wymyślił taki turniej albo jest niezwykle pazerny, albo jest pazerny i jeszcze ma wszystkich w nosie.

Pomijam, że gra w takich turniejach nie będzie już zaszczytem, a obowiązkiem, a poziom sportowy drastycznie spadnie. Ale gdzie tutaj, tak wiele razy podkreślana, atmosfera piłkarskiego święta? Gdzie wspólne, międzynarodowe, oglądanie meczów? Gdzie wędrówki barwnie ubranych rozśpiewanych kibiców, którzy przez tydzień będą gospodarzyć w miejscowych knajpkach, a nie pospiesznie biec na pociąg, autobus, czy samolot? Czy jeszcze kiedyś będzie możliwe nawiązanie takich nici sympatii jak polsko-irlandzka podczas Euro 2012? Zakładam, że taka możliwość została ograniczona do minimum.

Przyczepiłem się do piłki nożnej, ale wracając do wspomnianej wcześniej siatkówki… Turniej jest zagmatwany do tego stopnia, że organizatorzy są w stanie zmienić drabinkę gier nawet w trakcie jego trwania. Z racji, że, przy ewentualnym awansie, gospodarz ma zapewnione prawo gry na własnym boisku w kolejnej fazie, może trafić na innego rywala niż wynikałoby to z planu. Na dodatek ten wyżej sklasyfikowany wcale może nie być uprzywilejowany, bo będzie musiał podróżować, mimo że powinien mieć komfort odpoczynku.

Niestety, odnoszę wrażenie, że z mistrzostw zrobi się rywalizacja podobna do tej w pucharach, która emocji budzi coraz mniej. Mam nadzieję, że Ci, którzy o takich formułach przesądzają, przekonają się, że nie ma to większego sensu! Bo teraz to już nie będą mistrzostwa Europy, tylko mistrzostwa w Europie, a to jednak drobna różnica!

Zdjęcie autorstwa Jim De Ramos Pexels

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice