Raz dwa trzy, próba felietonu. O Stefanii Grodzieńskiej ciąg dalszy, bo ta autorka w pełni zasługuje na przypominanie i odkrywanie dla kolejnych pokoleń. Nie dlatego, że jest jedną z nielicznych kobiet satyryków, nie dlatego, że u schyłku życia była przez dziennikarzy z lubością nazywana „pierwszą damą różnych rzeczy”, ale dlatego, że jej satyra wytrzymuje próbę czasu i do dzisiaj sprawia radość czytelnikom. A także – widzom w teatrach. Miniaturowe dialogi idealnie nadawałyby się na skecze, chociaż sama Stefania Grodzieńska krygowała się po latach w tej kwestii. Grażyna Barszczewska mówiła w 2010 roku o pomyśle na scenariusz „Scen niemalże małżeńskich”: „Kiedy kilka lat temu zaczęłam pracować nad scenariuszem, oczywiście zwierzyłam się z tego pani Stefanii. Dostałam jej błogosławieństwo: “Jak z tych moich kawałków można coś zrobić na scenę, to proszę bardzo korzystać. Zapraszam się na premierę”. Pani Stefania odeszła… czuję się więc w obowiązku i namaszczona. […] Ważne, żeby nie zgubić finezji i poczucia humoru, za które kocham panią Stefanię od jej pierwszej książki. Mam nadzieję, że podzielimy się tym z publicznością”.

Stefania Grodzieńska jako satyryk odnalazła się przede wszystkim w sprawach obyczajowych, drobnych śmiesznostkach lub utrapieniach dnia codziennego, w relacjach damsko-męskich (widzianych z perspektywy doświadczonej i mądrej życiowo kobiety; chociaż i portrety skrajnych idiotek się tu bez problemu znajdzie). Jak nikt inny umiała wykorzystywać stereotypy do budzenia śmiechu i sprawiała, że motywy, które urastały czasem do rangi końca świata, nagle przestawały mieć znaczenie. Dystans, jaki miała do relacji międzyludzkich, umożliwiał jej ośmieszanie – czasem nawet bezlitosne – wzajemnych wad. To ujawniało się przede wszystkim w kontraście między żoną i mężem (chociaż, trzeba przyznać, nie zawsze żony pozostawały na wygranej pozycji, czasami to mężowie prezentowali sporą dozę zdrowego rozsądku. Pod warunkiem, rzecz jasna, że akurat nie ulegali urokom rozmaitych „kociaków”: wtedy automatycznie stawali się obiektem drwin.

Stefania Grodzieńska wyjątkowa jest także pod względem własnego związku: wyszła za mąż za Jerzego Jurandota i pięknie przez oboje budowana legenda głosi, że kiedy tekściarz i ważna figura w świecie teatrów rewiowych, Jurandot, zobaczył na scenie girlaskę, jedną z tancerek, ogłosił, że ta właśnie zostanie jego żoną. Nie było w tym rywalizacji na gruncie zawodowym, bo Jurandot chętniej posługiwał się satyrą agitacyjną, działał zatem na innej płaszczyźnie. Stefania Grodzieńska natomiast mogła szlifować swój warsztat satyryczny nie tylko pod okiem małżonka, ale i… znakomitego konferansjera, Fryderyka Jarosy’ego: to on nauczył Grodzieńską, jak pisać dla publiczności. Stefania Grodzieńska za Jurandota wyszła jeszcze przed wojną, a w czasie wojny uprawiała pisarstwo na wewnętrzne potrzeby gospodarzy, u których pracowała jako pomoc domowa (wiąże się z tym zresztą ciekawa małżeńska anegdota: Jurandot został zaangażowany w charakterze ogrodnika w sąsiedniej wsi i co pewien czas przychodził z dostawami do gospodarstwa, w którym Grodzieńska – jako Grabowska – pracowała. Jako mrukliwy, ale bardzo przystojny mężczyzna, stał się błyskawicznie obiektem plotek pracownic – te, które widziały, że Jurandot szczególnie serdecznie odnosi się do Grodzieńskiej, nie omieszkały jej donieść, że parol na „ogrodnika” zagięła niejaka „wdowa z Ożarowa”. Stefania Grodzieńska stwierdza w swoich wspomnieniowych zapiskach, że wdową z Ożarowa dokuczała swojemu mężowi jeszcze przez długi czas).

„Małżeństwo jest może najtrudniejszym przedsięwzięciem na świecie […]. Jedyne lekarstwo na dolegliwości długoletniego współżycia to poczucie humoru” – pisała ta autorka, a wizje małżeństw w jej „kawałkach” bywają naprawdę komiczne. Przeniesienie ich na scenę to okazja do przypomnienia sobie ciekawych spostrzeżeń i celnych uwag – dlatego warto zarezerwować sobie bilety na „Sceny niemalże małżeńskie Stefanii Grodzieńskiej”, które odbędą się 12 października o 17:00 w Teatrze Korez w Katowicach. W rolach głównych Grażyna Barszczewska i Grzegorz Damięcki, a jako Głos Ducha Teatru – Andrzej Poniedzielski. Jeśli bilety w kasie Korezu się skończą, będzie można je jeszcze nabywać w sieci: www.ticketportal.pl

Zapraszam!

Naczelny Ogrodnik

Sergiusz Brożek