Tenis to specyficzna dyscyplina sportu. Bardzo. Ostatnio miałem okazje gościć podczas tenisowych mistrzostw Polski w Gliwicach. Niby to wydarzenie najważniejsze w kraju, ale jednak potraktowane jakoś tak sobie. Nie od dziś wiadomo, że w tego typu turniejach brakuje wielkich nazwisk, które wolą na kortach zarabiać, niż zdobywać laury. A nierzadko się zdarza, że pierwsze rundy podrzędnych challengerów, czy innych ITF-ów są wyceniane wyżej, aniżeli bliski złota szczebel krajowych zmagań. I póki tak będzie, zapewne, w drabinkach gliwickich, warszawskich,  wrocławskich, czy jeszcze innych większych, czy mniejszych naszych ośrodków zabraknie Hurkaczów i innych Radwańskich. Pamiętam jak kilka lat temu, chyba również w Gliwicach, debatowano nad zmianą terminu, przekonując, że ówczesne, czerwcowe granie nigdy nie przyciągnie gwiazd, a nawet gwiazdeczek, bo te wędrują gdzie indziej w poszukiwaniu środków do życia. Gdy daty zmieniono okazało się, że jednak nie ma to większego znaczenia. Nie oceniam,.czy powyższe jest zrozumiałe czy nie. Wszak każdy chce zarabiać, a jak się „ileś” włożyło, to fajnie byłoby „ileś” wyjąć. Wiadomo, pulę nagród nie tak prosto jest załatwić, ale sądzę, że przy tak elitarnym, a przynajmniej tak traktowanym, sporcie dałoby się, czego dowodem już tegoroczne podwyższenie turniejowego kapitału do 140 tysięcy złotych. I dobrze! Oby tak dalej!

 

Z drugiej strony warto zauważyć, że skoro same mistrzostwa się nie szanują, to nikt szanować ich nie będzie. I tutaj dochodzę do sedna sprawy – organizacyjnej. To, że na kortach brakuje najlepszych polskich zawodników, choć żal, jestem w stanie przełknąć, ale taką imprezę warto byłoby wykorzystać „marketingowo”. Ośrodków tenisowych u nas nie brakuje, tymczasem poza podającymi piłki nie było na trybunach początkujących tenisistów i tenisistek. Dlaczego nie można ściągnąć młodzieży, która miałaby okazję zobaczyć, a nawet porozmawiać z uczestnikami? Dlaczego nie skorzystać z obecności były gwiazd tenisa, które ( co wiem z doświadczenia) chętnie dzielą się wspomnieniami i często kapitalnymi historiami? Dlaczego nie można, w trakcie długiego dnia zmagań zorganizować podobnego spotkania? Dlaczego w ramach promocji turnieju nie można wyjść poza korty, do centrum miasta (nie mam tutaj na myśli plakatów)? I takich „dlaczego” można mnożyć… A podejrzewam, że i gospodarze zastanawiają się później: dlaczego te turnieje są tak traktowane? Nie, nie podejrzewam. Mam nadzieję! Jeśli tego pytania sobie nie zadają, to znaczy, że mają to głęboko… w nosie!

 

Pewnie nigdy, a przynajmniej w najbliższych kilkunastu, kilkudziesięciu latach mistrzostwa Polski nie będą konkurowały z największymi, bogatymi turniejami, ale z pewnością mają potencjał, który można przekuć i spopularyzować tak, by na finałach było nie 100, a 1000 osób. I warto pamiętać, że dużo od pieniędzy zależy, ale wiele można zrobić i bez nich. Swoją drogą, może „najlepszych” w Gliwicach nie było, ale poziom był naprawdę niezły. Zwycięzcom należy pogratulować zatem co najmniej podwójnie – za dobrą grę i za chęć, wzięcia  w tym wszystkim udziału. Gem, set, mecz.

 

 

 

 

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice