Jeszcze nie opadły emocje związane z grą polskich piłkarzy w kwalifikacjach do Mistrzostw Europy, dlatego, ze spokojem, mogę do tego powrócić. Myli się ten, kto myśli, że na łamach tego portalu będę roztrząsał sprawę angażu selekcjonera, czy zastanawiał się nad przyszłością Jerzego Brzęczka na swoim stanowisku. Jaki koń… pardon, jaki trener jest każdy widzi. Podobno nie styl jest ważny, a wyniki, a w tym przypadku Brzęczek może być zadowolony (mimo że, moim zdaniem, w sześciu meczach zagraliśmy pięć bardzo słabych).

Dziś chciałem kilka słów o kibicach, którzy nierzadko wydają niemałe pieniądze by kadrę zobaczyć live. Tak się składa, ze wiele razy bywałem na spotkaniach naszej drużyny narodowej. I w wielu miejscach. Bywały czasy, że na trybunach brylowali chuligani, były, że poza trąbkami nie było można usłyszeć niczego innego, a teraz dotarliśmy, chyba, do jako-takiej normalności. Oczywiście tylko na kadrze. Można się śmiać, że nie potrafią chóralnie śpiewać (chociaż hymn jest tutaj wyjątkiem), można obrażać, że to pikniki nie mające z prawdziwym kibicowaniem nic wspólnego, ale wreszcie są całe rodziny, które świetnie się bawią. Jest kolorowo, tłocznie i głośno, a o to w tym wszystkim chodzi. Jest też oczywiście drogo, ale pewnie dlatego jest też normalnie. Nad cenami można śmiało polemizować, jak i nad tym kiedy i gdzie grać. Nie mam pretensji do PZPN-u, że wszystkie mecze o stawkę gramy w Warszawie, to nawet logiczne rozwiązanie, ale zasadnicza 20.45 ma już mniejszy sens. Wszak, jeśli ktoś dojeżdża z Polski, to i tak cały dzień ma stracony, więc można dać mu szansę by do domu także wrócił o normalnej porze.

Na początku było o przewadze wyników nad stylem. O ile te pierwsze bronią selekcjonera, o tyle to drugie ma kolosalne znaczenie dla trybun. W starciu z Austrią, wydaje mi się, że po raz pierwszy, zdarzyło się, że w 80 minucie ludzie zaczęli podnosić się z miejsc i zmierzać ku wyjściom. Nie wiem, czy chcieli uniknąć korków, czy zdążyć na pociąg, ale wiem, że było 0-0. Wszystko wydawało się możliwe, ale forma naszej drużyny, poziom gry i późna pora meczu powodowały, że w 60 minucie ze znużenia kleiły się oczy, a po kolejnych dwudziestu większość marzyła by znaleźć się w domach (podejrzewam, że obserwatorzy w kapciach zaliczyli w tym czasie kilka drzemek). Zaskakujące? Proszę odpowiedzieć sobie samemu.

W tym miejscu przypomniały mi się słowa Jakuba Wawrzyniaka, który grając w GKS-ie Katowice powiedział: „Panowie nie chwalcie nas za zaangażowanie i walkę. Nam za to, niemało, płacą i to jest nasz obowiązek! Każdy z nas schodząc z boiska powinien z wysiłku mieć mroczki przed oczami, a w szatni powiedzieć sobie, że dał z siebie wszystko! Wyniki bywają różne, bo to tylko sport”. Umiejętności piłkarzy też bywają różne i w klubowej grze sporo można wybaczyć, ale w reprezentacji, podobno, grają najlepsi. Tam też wyniki mogą być różne, ale jeśli na dodatek nie widać zaangażowania i walki to już jest źle. Zaczął się wrzesień, zaczęła się szkoła. Droga kadro Brzęczka – za mecze ze Słowenią i Austrią – PAŁA!

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice