Przy okazji wakacji zrobiliśmy wędrówkę po nieistniejących już sportowych arenach. Okazuje się, że w ścisłej czołówce naszego regionu znajdują się Katowice. Miasto kiedyś tętniło sportowym życiem, teraz może też, ale kiedyś były tutaj wielkie areny, teraz ich brakuje. Przykłady? Proszę bardzo, tylko od czego zacząć?

Może na początek sprawa, która do czerwoności rozgrzała sympatyków tenisa. Korty im. Jadwigi Jędrzejowskiej, nieopodal katowickiej AWF. To legendarne miejsce dla polskiego tenisa. Przepraszam, było legendarne, bo teraz są chaszcze i resztki betonowych trybun. Nie ma co ukrywać, obiekt miał już swoje lata powstał przecież prawie sto lat temu, ale można było je uratować. Niewielkim nakładem sił, tylko trzeba było chcieć.

Jeszcze więcej można powiedzieć o hali i boisku Baildonu, być może (to niepotwierdzone) najstarszego klubu na Śląsku. Hala, swego czasu była najnowocześniejsza w Polsce, z neonem, symbolem kojarzącym się tylko z tą halą. Mrugał koszykarskimi piłkami wpadającymi do kosza fascynując każdego wchodzącego. Ponad 1,5 tysiąca osób mogło oglądać tam zmagania koszykarzy, hokeistów, siatkarze i wiele wiele innych dyscyplin. Dla nieinteresujących się sportem, warto wskazać, że tam odbywała się również Metalmania. Początkiem końca pękniecie liny podtrzymującej dach. W 2003 roku hala zniknęła z powierzchni ziemi. Przetrwała zaledwie 34 lata!

Takich przykładów jest w Katowicach wiele. Możemy wymienić jeszcze, chociażby, niszczejącą halę Kleofasa, popadającą w ruinę szopienicką halę, w której wielokrotnie odbywały się mistrzostwa Polski w podnoszeniu ciężarów etc. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nikt nie wyciąga wniosków, czego dowodem obecna sytuacja ze stadionem Rozwoju.

Nie mówię, że nic się nie buduję, że nic się nie dzieje, bo przecież mają być nowe baseny, powstała też malutka hala dla siatkarzy, jest wreszcie lodowisko w Spodku. Ale proszę samemu sobie odpowiedzieć, czy to naprawdę są obiekty z prawdziwego zdarzenia?

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice