Z czym kojarzy mi się Werona? Na pewno nie ze słynnym komercyjnym balkonem, ale z czymś znacznie bardziej naturalnym – Mercatini di Natale, czyli bożonarodzeniowym jarmarkiem.

Zacznę jak Hitchock, od mocnego uderzenia – balkon Julii Capuleti to ściema! Dzięki dramatowi Williama Szekspira – który nigdy nie był w tym mieście – Werona stała się jednym z najbardziej znanych włoskich miast. Tłumy turystów walą do casa di Giulietta przy via Cappello, by dotknąć cycka Julii (rzeźby, ale za to za darmo, podobno gwarantuje to powodzenie w miłości) i wejść na balkon (to już za eurasy), który… został dobudowany w latach 30-tych XX wieku. Po co? Oczywiście – for money. Ot, kolejna turystyczna atrakcja. Skoro w dramacie był balkon, to musi być też w domu fikcyjnej bohaterki, prawda?

Jest jednak lepszy powód, by wybrać się do Werony.

Grudzień to czas bożonarodzeniowych jarmarków. Chyba każdy zna kogoś, kto obrał sobie za cel Drezno, Bratysławę lub przynajmniej Wrocław i wybrał się tam w przedświątecznym okresie. Co robić, gdy na liście ma się już odhaczone wszystkie okoliczne kiermasze? Ano można wydać kilkadziesiąt złotych, wsiąść do samolotu i po niecałych dwóch godzinach lotu do Włoch przekonać się na własne oczy, że Włosi potrafią jak mało kto zadbać o to, by każdy poczuł atmosferę Bożego Narodzenia.

Znakiem, że zbliża się Natale (Boże Narodzenie), jest pojawienie się przy Arenie di Verona Gwiazdy Betlejemskiej. Mierząca aż 70 metrów Stella cometa najefektowniej wygląda wieczorem, gdy rozświetla okolicę. Jest niczym brama – ale nie do miasta, a do świątecznych kramów, w których można nabyć ręcznie wykonane ozdoby, pięknie zdobione bombki czy też rozgrzać się gorącą czekoladą i grzanym winem lub skosztować przepysznych świątecznych wypieków. A chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że Włosi w kuchni radzą sobie nie najgorzej. Dodajmy do tego świąteczną muzykę w tle (a niekiedy nawet koncerty na żywo), efektowne choinki i unoszący się zapach sosny.

Jest jednak coś, czego tutaj nie znajdziesz – plastikowej komercji.

Jarmark nie ogranicza się do jednej uliczki – stragany przejmują wszystkie większe place w mieście, do których dojdziemy świątecznie przystrojonymi ulicami, po zmierzchu rozświetlonymi licznymi światełkami. Jest klimat!

Werona nie jest rodzynkiem w świątecznym cieście – jarmarki znajdziemy w niemal każdym włoskim mieście – tym dużym, jak i tym małym. Przy jednej wizycie można więc zaliczyć ich co najmniej kilka. Często nawet te mniejsze miejscowości mogą pochwalić się lepszymi kiermaszami niż te większe. To na przykład jarmark zaledwie kilkunastotysięcznej mieściny Riva del Garda.

Jarmarki to tylko wstęp do świąt. Jak wygląda samo Boże Narodzenie we Włoszech? O tym już za tydzień.

Sono Adriano