Długo zastanawiałem się co napisać po finale SEC-u. Jakie były zawody każdy widział. Emocji, przez większość zawodów było jak na lekarstwo. Rządziło pierwsze pole i w zasadzie już pierwszy łuk ustawiał nam kolejność w jakiej zawodnicy dojeżdżali do mety. Trochę szkoda, ponieważ One Sport dołożył wszelkich starań by tor był lepszy niż w zeszłym roku. I na nic zdadzą się tu moje dywagacje co było nie tak. Expert ze mnie żaden, a na „robieniu” toru to znam się tak jak kot na kwaśnym mleku. Jedno jest pewne, ktoś z One Sport na pewno wyciągnie wnioski i w przyszłym roku (taką mam nadzieję) zobaczymy dużo więcej przetasowań podczas jednego biegu.

Ale dosyć narzekania. Były też pozytywy. Każdy bieg z udziałem polskiego zawodnika budził żywe emocje, nie mówiąc już o tym, co się działo gdy pod taśmą stawał Kacper Woryna. To był jego stadion i jego kibice. Gdy w czwartym biegu dnia Kacper przywozi tylko jedynkę ale zostawia za sobą Grigorija Łagutę stadion szaleje. W biegu siódmym, do samego końca ulubieniec śląskiej publiczności czuje na plecach oddech Antonio Lindbaecka lecz szczęśliwie dowozi trójkę.

Końcówka zawodów to absolutny thriller sportowy. Po pierwsze w barażu o wejście do finału startują Madsen, Woryna, Lindbaeck i Łaguta. Ten ostatni witany jest niesamowitymi gwizdami. Wszak kibice ROW-u Rybnik nie zapomnieli mu nieeleganckiego – delikatnie powiedziawszy – zachowania. Bowiem na Śląsku słowo droższe jest od pieniędzy. Do mety pierwszy dojeżdża Madsen a zaraz za nim Woryna, zostawiając za sobą Łagutę. Stadion oszalał po raz drugi.

W finale Michelsen jest pierwszy a Kacper dojeżdża ostatni. Oznacza to, że będą dwa biegi dodatkowe. O złoto i brąz. Wyścig o brązowy medal. Pod taśmą stają Woryna i Madsen. Taśma w górę, Kacper rusza jak z katapulty, stadion trzęsie się w posadach i nagle, po trzech okrążeniach zamiera. Z motocykla Woryny unosi się dym…. Zatarł się silnik. Madsen zdobywa brązowy medal mistrzostw Europy. Pod Taśmą staje para Łaguta Michelsen. Łaguta dysponuje atomowym startem i pewnie prowadzi. Na drugim popełnia jednak katastrofalny błąd, co skrzętnie wykorzystuje Michelsen i zdobywa złoto. Stadion szaleje.

Takiego finału nie wymyślił by nikt. Niesamowite emocje na sam koniec bezbarwnych zawodów. Rozpacz Kacpra oraz Śląskich kibiców i za chwilę radość, że to nie Łaguta zdobywa złoty medal. Taki jest ten żużel, nieprzewidywalny, czasem nudny a czasem potrafiący przyprawić o palpitację serca. Wielka szkoda, że Kacper Woryna nie stanął na podium. Ale jestem pewien, że nie powiedział ostatniego słowa. I życzę mu, ale również sobie i reszcie kibiców, byśmy oglądali go ze złotym krążkiem nie tylko SEC ale również SGP.

Kacper, głowa do góry. Dla kibiców na Śląsku i tak jesteś najlepszy.

Krzysztof „Waluś” Walkowiak