Lato dla niektórych powoli, dla innych szybciej, dobiega końca. Nie ma co ukrywać, że w dzisiejszych czasach klimatycznych, to może być jedna z ostatnich szans na złapanie słonecznych promieni, tudzież skorzystanie z wodnych atrakcji w postaci placów zabaw, czy basenów. A warto! Nie tylko dlatego, że w upalne dni ochłoda jest pożądana, nie tylko dlatego, że to przyjemne, ale również dlatego, że kondycja naszego zawodowego pływania wydaje się nie być najlepsza. Świetnym dowodem powinny być, niedawne, mistrzostwa świata, w których nie zdobyliśmy żadnego medalu. Ba! Z wielkim trudem nasi przedzierali się przez eliminacje, a kadrę choć mieliśmy pokaźną –  22 naszych reprezentantów – to zanotowaliśmy zaledwie dwa finały. I pomyśleć, że jakiś czas temu nasi znajdowali się w czołówkach niemal wszystkich konkurencji, a medalowy dorobek potrafiliśmy nazwać żniwami.

Można gdybać, czy wysyłamy teraz najlepszych, czy potrzeba czasu, by polskie pływanie się odrodziło, albo czy rok 2019 jest ważny w kwestii przygotowań olimpijskich. Ale walczyć trzeba, a startujących, podobnie jak piłkarskiego napastnika z goli, rozlicza się z ich wyników. Można wybaczyć brak awansu do czołówki, pod warunkiem, że rezultaty są bliskie tzw. życiówkom, ale i takich próżno szukać. No, dobrze, była jedna – słownie JEDNA! Trudno gdybać, czy to efekt zmiany metody szkolenia, czy inna jest mentalność zawodników, czy kwestia finansowania itp. Ale warto zauważyć, że jest problem. Nie przyjmuję tłumaczenia, że to wina odmłodzenia składu. Popatrzmy na wyniki naszych podczas młodzieżowych imprez. Wcale nie jest lepiej. W mistrzostwach Europy juniorów też podium nie mieliśmy.

Nie znalazł się jeszcze taki mądry, który wymyślił wehikuł czasu, dlatego trzeba zastanowić się jaką znaleźć receptę, by osiągnięciami dorównać temu co było na przełomie wieków. Jaki system obrać, jak działać? Nie jestem tak mądry, by to wiedzieć, ale wierzą, że w polskim pływaniu są osoby, które mają taką wiedzę i tylko sęk w tym, by ich wysłuchać.

Wracam do początku. Wspomniałem o rekreacyjnym spędzaniu czasu, ale kto wie, czy z setki młodych, przynajmniej jeden nie zarazi się pływaniem w taki sposób, by rozpocząć profesjonalne treningi. Z setki – jeden, z tysiąca – dziesięciu. To już coś da. Ale trzeba pamiętać, że chęci to jedno, a kolejne etapy jego prowadzenia będą należały do tych, na których trafi i tutaj niestety błędne kółko może się zamknąć.

Z drugiej strony może to i tak lepiej, bo w sumie wyjdzie na to samo. Jeśli będzie tylko towarzysko chodził latem na basen, to może spotkać się z tzw. incydentami kałowymi, a jeśli będzie chciał pływać zawodowo i trafi na nieodpowiednich ludzi to też będzie z tego g….. Próbować jednak zawsze warto!

Zdjęcie autorstwa Guduru Ajay bhargav Pexels

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice