Dziś będzie krótko i wcale nie złośliwie. Nawet trudno powiedzieć, czy potraktować to felietonowo, czy po prostu informacyjnie. Temat jednak jest aktualny, a jednak mało popularny, więc, choćby dlatego, warto na to zwrócić uwagę.

Diablice, Atomówki, Black Roses, czy Ladies mówi to Państwu coś? Nie? Szczerze mówiąc, nie dziwię się zbytnio, bo jeszcze jakiś czas temu, mnie te słowa też niewiele przekazywały. Oczywiście można kojarzyć z zespołami muzycznymi itp., ale, jak się okazuje, nic z tych rzeczy. Powyższe to nazwy kobiecych drużyn rugby. Wydawałoby się, że to sport typowo męski i, nawet w dobie wszechogarniającego nas równouprawnienia, zastrzeżony dla facetów. Ale i w tym przypadku myślenia – pudło.

Panie grają i to grają aż miło. Nikt nie ma prawa zarzucić im mniejszego zaangażowania, czy słabszej woli walki. Przeciwnie! Może nadużyciem byłoby powiedzieć, że kości aż trzeszczą, ale determinacja jest ogromna, a i tempo podobne do gier znanych ze szklanego ekranu. Męskich malkontentów zapewniam także, że zawodniczki to nie są umięśnione „babochłopy”, a w grze priorytetem są spryt i zwinność. Rugbystki są jednak bardzo charakterne i zadziorne, a swoją grą udowadniają, że niejednego faceta przewyższają odwagą.

Kto nie wierzy może przekonać się na własne oczy. 26 października na Burloch Arenie, czyli w Rudzie Śląskiej, zaplanowano kolejny turniej mistrzostw Polski. Gospodynie, czyli Diablice wciąż liczą się w walce o podium, zatem emocje są gwarantowane. A i Ruda Śląska powinna być ze swoich pań dumna, bo jest to jedyna drużyna, która w grach zespołowych może zdobyć medal w krajowych rozgrywkach. Panowie! Uczcie się!

Zdjęcie autorstwa Gerardo Aguilera Pexels

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice