Właśnie tak. Cóż to był za mecz. Co tam się działo… Oprócz tego, że na stadionie G72 w niedzielne popołudnie było gorąco, bo skwar lał się z nieba, to jeszcze atmosfera rozgrzana była do czerwoności. Takim właśnie klimatem, jak z hutniczego pieca, przyjął Rybnik zawodników z Gorzowa. Dla jednych i dla drugich był to mecz, od którego właściwie zależało wszystko. Tak, tak, wszystko. Jedna i druga drużyna jak do tej pory była bez ligowych punktów i grzała dno tabeli. Co prawda nie jest to koniec rozgrywek tylko ich początek, ale…

Toruń też w zeszłym roku przegrał pierwsze trzy spotkania. I zaczęło się robić nerwowo, a nawet bardzo nerwowo. W Rybniku nerwowo było już i przed tym meczem. Byli tacy, którzy już chcieli pozbyć się Prezesa Mrozka, wywożąc go na taczkach, a trenerowi Kędziorze kazali się tłumaczyć z decyzji personalnych. I strach pomyśleć, co by się działo po przegranym meczu przy G72, a tak ból głowy ma trener Chomski i jego zawodnicy. Po wygranej w sercach kibiców rybnickich Rekinów odżyła iskierka nadziei. Jak powiedział mi w przedmeczowej rozmowie trener Lech Kędziora: „Gdzie mamy wygrywać jak nie u siebie. U siebie musimy zapi…ać!!!”. I taką właśnie drużynę widziałem w niedzielę. Przede wszystkim zmotywowaną. Taką, która wyciągnęła właściwe wnioski po porażce. Taką, która chce walczyć do samego końca i to robiła. I najzwyczajniej w świecie zapi..ała aż się kurzyło.

I co dalej?

Teraz przed drużyną Rekinów mecz wyjazdowy na trudnym terenie. W Lublinie lekko nie będzie. Ale też i nikt się tego nie spodziewa. W zasadzie, Rybnik powinien jechać do Lublina bez kompleksów. Nie ma nic do stracenia, a wiele do wygrania. Skład może na papierze nie wygląda na najsilniejszy, oczywiście na tle reszty ligi, za to na „najgłodniejszy”. Czy Rekiny, już raz poczuwszy „krew ofiary” dopadną Koziołka?

Pozostaje mi życzyć drużynie zwycięstwa, kibicom dużo radości, a Trenerowi i działaczom doskonałych humorów na koniec piątkowych zawodów.

P.S. Bardzo chciałem podziękować drużynie PGG ROW Rybnik za wygraną w niedzielnym meczu. Dzięki Wam wygrałem świński zakład z moim przyjacielem Swetkiem. Niedziela była więc dla mnie podwójnie radosna 🙂

Krzysztof „Waluś” Walkowiak