Piłkarska reprezentacja zakończyła już występ w eliminacjach Mistrzostw Europy. Sukces osiągnęła już wcześniej, ale zwieńczyła go ograniem Słowenii. Mecz, w którym wybitność potwierdził Robert Lewandowski. Mecz, w którym z narodowymi barwami żegnał się Łukasz Piszczek. A jednak mecz, w którym tamte wydarzenia zeszły na plan dalszy. Najwięcej mówi się bowiem o murawie, która, po raz kolejny, w Warszawie jest baaaardzo daleka od ideału. Podobno na Śląsku i w Małopolsce smog jest największy i truje ludzi, ale jeżeli chodzi o piłkarską nawierzchnię, to okazuje się, że w stolicy nie ma ona czym oddychać.

Kilka lat temu sporo śmiechu przyniósł dwudniowy mecz na wodzie, ponieważ drenaż na tzw. Stadionie Narodowym, nie był w stanie odprowadzać deszczówki. Teraz już nie ma się z czego śmiać. Po raz kolejny na warunki gry narzekają sami piłkarze, co PZPN-owi powinno dać już do myślenia. Swego czasu zawodnicy bali się wypowiadać, bo „grinkiper” im zabronił, a nawet zagroził. Dziś nikt już obaw nie ma, bo widzi „co jest grane”. Jak nie pomalowana trawa farbująca wszystko na zielono, to tumany piachu i wszechobecne dziury, grożące poważnymi kontuzjami i nie pozwalające prezentować wszystkich umiejętności.

Rzecznik Polskiego Związku Piłki Nożnej umywał ręce, Boniek mydlił oczy, ale wszyscy są chyba zadowoleni, że kontrakt z firmą zapewniającą zieloność na PGE Narodowym się kończy. Niestety nie ma gwarancji, że będzie lepiej, bo, jak mówią eksperci, to nie wina firmy, a po prostu stadionu, który wentylacji praktycznie nie ma.

Prezes futbolowej centrali upiera się na mecze blisko siedziby związku, ale może warto pójść za głosem zawodników. I tutaj, nie bez dumy to piszę, jak jeden mąż zachęcają do gry na Śląskim! Takiego dywanu nie mają nawet w Turcji! Rodowici warszawianie proponują nawet przeniesienie się do Kotła Czarownic, a to już urasta do sprawy wagi państwowej!

Po raz kolejny daje się we znaki śląska solidność, pracowitość i perfekcja. Widać, nie przypadkiem U NAS jest Mekka siatkówki, hokejowa stolica Polski, kolarska świątynia itp. Sląski już jest domem lekkoatletów, a widocznie powinni oni pogodzić się z rolą współgospodarza, bo zamieszkać powinni tam także futbolowi kadrowicze.

Na razie, oczywiście, nie ma na to szans, bo z centrali idzie opór i to poważny. Ale warto pamiętać, że, tak jak kończy się kontrakt firmie od murawy, tak niebawem kończy się kadencja Zbigniewa Bońka. Kto wie, może historia Śląskiego napisze kolejne rozdziały? Niedługo 6 grudnia, a zatem Drogi św. Mikołaju…

Zdjęcie autorstwa Achim Bongard Pexels

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice