Nie będę ukrywał, że dziś mam zamiar myśleć pozytywnie, a w dobry nastrój wprawili mnie reprezentanci Polski w siatkówce.  Wprawili mnie już kilka dni temu, ale serce raduje się do dziś. Niedawno pisałem tutaj o przedstawicielach naszego piłkarskiego środowiska, którzy zaklinają rzeczywistość, wmawiając wszystkim, że są młodzi i mają niemałe umiejętności, a boisko pokazuje to jakby nieco inaczej. Tymczasem na siatkarskim parkiecie jest zupełnie na odwrót. Średnia wieku naszych graczy jest coraz niższa, a lejemy wszystkich (prawie) aż miło. Zresztą wyniki mają tu mniejsze znaczenie, bo najbardziej podoba mi się to, że oni chcą grać, potrafią grać i jeszcze się tym bawią. Ogromna w tym zasługa trenerów. Nie tylko tego w seniorskiej reprezentacji, czyli Vitala Heynena, który pokazuje, że oko ma niezgorsze i potrafi wyławiać perełki, i to hurtowo. Dotyczy to także innych szkoleniowców, których byśmy pewnie tutaj nie pomieścili. Bo przecież, nie tylko pierwsza (tylko z nazwy) kadra gra jak z nut, ale studenci w Neapolu też pokazali się wyśmienicie. A co ważne, zdobyli srebro i jeszcze narzekali, bo nie to było ich celem! Panowie futboliści – uczta się!!!

Na czym polega ten siatkarski fenomen kształcenia? Zasięgnąłem języka i pierwsze co usłyszałem to lata systematycznej pracy. Już od końca lat 90-tych w klubach przykłada się sporą wagę do umiejętności najmłodszych i widać to teraz. Ci, którzy treningi zaczęli 10 lat temu, teraz brylują „wygryzając” z drużyn dużo bardziej doświadczonych kolegów, czym spłacają pieniądze zainwestowane w nich na początku szkolenia. To kolejny dowód na to, że należy budować od podstaw. Nie wynik, i nie tu i teraz. W konsekwencji to opłaci się wszystkim.

Wydaje się, że mamy wreszcie dyscyplinę, w której wykształciła się tzw. mentalność zwycięzców. Wychodzi się po to by grać i by wygrać, z wiarą we własne umiejętności, a nie ze świadomością, że sukces może być tylko wypadkową szczęścia. Przypomniały mi się tutaj słowa Jakuba Bączka, który pracował z kadrą siatkarzy przed mistrzostwami świata w 2014 roku, które zakończyły się zdobyciem w Spodku złotego medalu: marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia!

Boję się tylko, że wkrótce siatkówki będziemy mieć jednak dosyć. Ilość spotkań swą liczbą jest porażająca, a na dodatek wszystko można zobaczyć w telewizji. Telewizji, która karmi nas nie tylko transmisjami, ale i setkami powtórek. Kiedyś, gdy mecze były tylko w halach, a przekaz był sporadyczny, trybuny pękały w szwach, a ludzie nie mogli się doczekać. Teraz, co już widać, pustych krzesełek jest coraz więcej, a ludzie zamiast wędrówek na widowiska wybierają złocisty napój i towarzyskie spotkania ze szklanym ekranem w tle. Właściciel praw może i jest zadowolony, ale dyscyplina na pewno na tym (s)traci. Oczywiście nie dotyczy to tylko tej jednej dyscypliny, ale trzeba pamiętać, że w przypadku siatkówki jest naprawdę sporo do stracenia!

*Zdjęcie autorstwa Engin Akyurt Pexels

dziennikarz redakcji sportowej Radia Katowice