Po piątkowych meczach w PGE Ekstralidze Żużlowej mój apetyt na speedway jest niezaspokojony. Pewnie tak jak i kibiców PGG ROW Rybnik. W końcu już tylko, albo aż trzy kroki dzielą Rybnicki zespół od wejścia do żużlowej elity. Dlaczego trzy? Ano, dlatego, że nie bardzo wyobrażam sobie by Rekiny dały odebrać sobie 10 punktów zaliczki wywalczonej w Tarnowie. Nie wiem, jaki kataklizm musiał by nastąpić żeby nie było choćby remisu. Być może za bardzo popadam w hura optymizm, ale pomówmy o faktach.

Jak już wszyscy wiemy, Unia nie płaci swoim zawodnikom od 8 kolejek. A jak nie ma pieniążków, to nie ma inwestycji w sprzęt, ani chęci do jazdy. Prezes Sady zamiast podejmować sponsorów wypoczywa na wakacjach, na dodatek lekceważąc wysiłek swoich zawodników. Pytam więc, czy tak zmotywowana Unia ma szansę na odrobienie straty 10 punktów? Odpowiedź nasuwa się sama. Jest tylko jedno ale. Nigdy nie należy lekceważyć przeciwnika, nawet tego ciężko rannego. I jak słyszałem i trener Żyto i zawodnicy (nie mówiąc już o prezesie) podchodzą do tego spotkania z pełną koncentracją.

A teraz rzecz o kibicach. Takich kibiców jak ma ROW to ze świeczką szukać. Czy drużyna jedzie w pierwszej lidze czy w ekstra lidze stadion zawsze jest pełen. Na niedzielne spotkanie już od czwartku po bilety ustawiały się kolejki kibiców. Dziwi mnie zatem fakt, że od czerwca (z powodów technicznych) nie działa system sprzedaży biletów online. Duże grono kibiców dojeżdża z poza Rybnika i dla nich – tak mi się wydaje – dużo wygodniej było by kupić bilety tą drogą.

Podsumowując, z niecierpliwością czekam na niedzielne spotkanie, które zapewne dostarczy nam emocji i odpowie z jakimi nastrojami będziemy rozchodzili się ze stadionu przy G72.

Krzysztof „Waluś” Walkowiak